Czytając „Szwejka”, uczyłem się czeskiego
Rozmowa z Antonim Kroh, tłumaczem powieści Jaroslava Haška wcześniej znanej pod tytułem „Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej”. Z okazji 100-lecia wstąpienia Haška do wojska wydawnictwo Znak wznowiło wydanie
NOWOŚCI WYDAWNICZE/LUDZIE. - Dzieł literatury światowej jest ogromnie wiele. Nie uda się wszystkich przeczytać. Jeśli jednak ktoś chce się oderwać od otoczenia, bo szef go gnoi, bo kocha nieszczęśliwie, bo ma same niepowodzenia, to niech pozna bohatera, który ma to wszystko gdzieś – mówi w rozmowie z nami sądeczanin Antoni Kroh, tłumacz powieści Jaroslava Haška wcześniej znanej pod tytułem „Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej”. Z okazji 100-lecia wstąpienia Haška do wojska wydawnictwo Znak wznowiło wydanie „Losów dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej”.
- Czytelnicy zaakceptowali zamianę kultowego „wojaka” [według tłumaczenia Pawła Hulka Laskowskiego z lat 30. ub. wieku] na „żołnierza”?
- Nie wiem, jak tu zostało to przyjęte, niemniej w Pradze spodobało się. W każdym tłumaczeniu chodzi przede wszystkim o precyzję, a nie dokładność. Chodzi o przełożenie realiów, atmosfery i intencji autora. Tego oczywiście nie da się zrobić w stu procentach. „Voják” znaczy „żołnierz”, w języku czeskim słowo to nie ma ironicznych konotacji. Po polsku „wojak” kojarzy się jednak z ofermą, ciapą. Mnie chodziło o to, aby w miarę wiernie zbliżyć się do oryginału. Poza tym trzeba tłumaczyć „czasu wojny światowej”, bo powieść liczy cztery tomy i akcja żadnego nie dzieje się na wojnie, a jedynie na jej zapleczu. Z kolei tytułowe „losy” nie wyrugują „przygód”. Nie mam jednak takich ambicji. Żeby być precyzyjnym tak przetłumaczyłem - po czesku „osudy” to właśnie „losy”. Jeśli ktoś siedzi w więzieniu, grozi mu wyrok śmierci, gryzą go wszy to trudno mówić o... przygodach.
- Po co był potrzebny nowy przekład?
- Od śmierci Haška minęło ponad 80 lat. A więc wiele pojęć się zestarzało i trzeba je objaśnić na nowo, co uczyniłem. I po to głównie był potrzebny nowy przekład.
- Objaśnia Pan nie tylko słowa, ale i rzeczywistość. Pana przekład jest pełen przypisów.
- Każde pokolenie ma swój alfabet, swój system czy język i po prostu nie rozumie, co mówi dziadek. Za moich czasów, kiedy granica w Beskidzie Sądeckim była nieprzekraczalna i pójście na borówki w okolice słowackiego Popradu mogło spowodować zamknięcie na kilka tygodni w areszcie, to dla człowieka młodego jest to niepojęte. Tak samo dla mojego pokolenia było niepojęte, że można wsiąść wieczorem do pociągu w Krakowie, rano pójść do opory we Wiedniu, wieczorem wrócić pociągiem do domu, a następnego dnia być w pracy. Dziś to nic nadzwyczajnego, ale przez prawie całe moje życie było to nieosiągalne. Takie rzeczy trzeba wyjaśniać. Przez te przypisy, mam nadzieję, uda się bliżej poznać epokę.
- Kiedy Pan po raz pierwszy sięgnął po powieść Jaroslava Haška? Co Pana najbardziej ujęło?
- To co mnie szczególnie ujęło to żywy, plebejski język. Po raz pierwszy przeczytałem Szwejka w latach młodości, prawie 40 lat temu. Przez książkę uczyłem się języka czeskiego. Kiedy używałem go w kulturalnym towarzystwie w Pradze, to się ze mnie śmiano i stale poprawiano. Gdyby nauczycielka języka czeskiego wzięła ten tekst, zużyłaby kilka czerwonych długopisów. To tak jakby po polsku napisać: „Poszłem bez most”. I tak w czterech tomach. To, że tak w ogóle można, urzekło mnie najbardziej.
- Jak długo zajęła Panu praca nad tekstem?
- Gdy przeczytałem książkę po raz pierwszy, po czesku, zachwyciłem się, zauważyłem różne niuanse. Byłem ciekaw, jak polski tłumacz sobie z nimi poradził. Przeczytałem po polsku i stwierdziłem - źle sobie poradził. Postanowiłem zabrać się do pracy, jednak długo nie mogłem przekonać wydawnictwa do pomysłu nowego przekładu. Odłożyłem to na lata, ale miłość nie wygasła. Kilka lat temu, siedząc przy winie z przyjacielem, dowiedziałem się, że Znak wydaje nową serię tłumaczeń. I tak nawiązałem współpracę. Jednak, aby poznać epokę autora, czytałem mnóstwo lektur i opracowań. Merytorycznie do przekładu przygotowywałem się prawie 15 lat. Samo tłumaczenie zajęło dwa.
- Powieść doczekała się licznych adaptacji. Została też przetłumaczona na prawie 60 języków. Mimo że od wydania minęło prawie całe stulecie, wciąż nie traci na popularności. W czym tkwi jej fenomen?
- Szwejk jest jedną z metod ironicznego spojrzenia na rzeczywistość. Był odpowiedzią na systemy totalitarne. Najpierw włoski faszyzm, potem hitleryzm, następnie stalinizm. Był triumfem zdrowego rozsądku, radością życia bez względu na warunki. A tego rodzaju otuchy potrzeba każdemu.
- To satyra na wojnę, ale też ludzką głupotę. To przede wszystkim sprawia, że nie traci na aktualności...
- Najdokładniejsza definicja Szwejka to sens bezsensu przeciw bezsensowi sensu. Tam gdzie cały sens, cały system jest bezsensowny, tam sensowny jest człowiek, który zachowuje się bez sensu. To może tłumaczyć światową popularność tej książki.
- Ile Pana jest w „Losach dobrego żołnierza Szwejka”?
- Nie wiem. Jestem z wykształcenia etnografem, więc teksty plebejskie, ludowe, anegdoty znad piwa są mi bliskie. Ja ten krąg kulturowy kocham. Zajmuję się nim całe życie. Ale to nie oznacza, że utożsamiam się ze Szwejkiem. To byłoby uproszczenie. Nie tędy droga.
- Pisze Pan we wstępie książki: „Ogromnie kocham dobrego żołnierza Szwejka”? Za co szczególnie?
- To jest mój stary przyjaciel, od młodości. Jest z nim związanych bardzo wiele moich przeżyć. Mam przyjaciół, szwejkologów, którzy się przerzucają cytatami. Ja razem z nimi i nawet okazuje się, że nieźle mi idzie. Pewnego razu pytają: Czemu myśmy cię wcześniej nie znali. Odpowiadam, że trudno przyjechać do Pragi. Na co oni ze zdziwieniem: To ty nie jesteś Czechem? To zrobiło mi wielką przyjemność.
- Kocha Pan Szwejka tak samo jak Pragę?
- Zupełnie inaczej (śmiech), ale Pragę też kocham. Niemniej tę dawną, z lat 60. Kiedy ją po raz pierwszy zobaczyłem, od razu się zakochałem. To było inne miasto niż jest obecnie [Antoni Kroh jest autorem przewodnika po Pradze – przyp.red.]. Po mieście jeździły samochody z lat 40. i 30. i przedwojenne tramwaje. Nie było wtedy tylu turystów. Teraz stare miasto jest przepełnione. Na każdym kroku turyści i pamiątki. To już nie jest moje miasto. Na rogu jednej z ulic była apteka z wyposażeniem z XIX wieku. Szukam niedawno tej apteki i okazuje się, że właścicielom kazano się wynieść. Rozglądam się za folderami, a wszystkie w różnych językach, tylko nie po czesku. Zagaduję sprzedawczynię, a ona rozpromieniona mówi: - Wreszcie jakiś Czech. Uśmiecham się: - Jednak nie Czech, a Polak. Dzisiejsza Praga stała się maszynką do zarabiania pieniędzy. Jest sztuczna. Tęsknię za moją młodością. Cudownie było w Pradze w latach 60.
- Powieść Jaroslava Haška to bez wątpienia klasyka literatury światowej. Dziś jednak coraz mniej czytamy. Co może przemówić za tym, by po nią sięgnąć? Tym bardziej po nowe wydanie...
- Dzieł literatury światowej jest ogromnie wiele. Nie uda się wszystkich przeczytać. Jeśli jednak ktoś chce się oderwać od otoczenia, bo szef go gnoi, bo kocha nieszczęśliwie, bo ma same niepowodzenia, to niech pozna bohatera, który ma to wszystko gdzieś. Kogoś, kto umie się cieszyć radością dziecka ze wszystkiego. Kogoś, kto nie trzęsie się ze strachu, co ludzie powiedzą, bo sam o sobie mówi, że jest idiotą. Powieść może nam poprawić nastrój. Mnie wielokrotnie poprawiła. Potrzeba nam w życiu zdecydowanie więcej optymizmu.
Rozmawiała Monika Chrobak
Fot. Monika Chrobak
Może Cię zaciekawić
Gigantyczna fabryka narkotyków. Policja przejęła towar wart 22,5 mln zł
Akcja policjantów z Nowego Sącza i KWP w Krakowie to finał intensywnego, wielomiesięcznego śledztwa. Funkcjonariuszom udało się namierzyć i zl...
Czytaj więcej„Rz": Wojtyła nie krył pedofili
Dziennikarze „Rz” jako pierwsi po ponownym otwarciu archiwum krakowskiej kurii prowadzili w nim kwerendę i zapoznali się z dokumentami dotycząc...
Czytaj więcejKardynał Ryś: potrzebujemy przeorać ziemię krakowskiego Kościoła
Zaproszenie kardynał skierował w filmie nagranym w ogrodzie przy jednym z krakowskich kościołów. Zauważył w nagraniu, że ziemia, na której st...
Czytaj więcejKs. prof. Kobyliński wprost: "W parafiach dominuje zmowa milczenia". Biskupi powołali komisję ds. pedofilii
W środę, drugiego dnia obrad 404. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski, biskupi przyjęli zasady działania Komisji niezależnych ekspe...
Czytaj więcejSport
Michał Probierz zrezygnował z funkcji selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski
"Doszedłem do wniosku, że w obecnej sytuacji najlepszą decyzją dla dobra drużyny narodowej będzie moja rezygnacja ze stanowiska selekcjonera" - ...
Czytaj więcejSukces Limanowskiej Grupy Rowerowej na L’Étape Poland by Tour de France 2025
Mateusz Dyrek na podium – drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Największy sukces podczas tegorocznej edycji odniósł Mateusz Dyrek, któ...
Czytaj więcejKlaudia Zwolińska z brązowym medalem Mistrzostw Świata!
Pochodząca z Kłodnego (gmina Limanowa) Klaudia Zwolińska zdobyła przed chwilą brązowy w Mistrzostwach Świata w kajakarstwie górskim (K1) ...
Czytaj więcejWiększość nie wypełnia zaleceń odnośnie aktywności fizycznej
Na jego podstawie można stwierdzić, że ćwiczą przede wszystkim ludzie młodzi, z przewagą mężczyzn, osoby pracujące, z miast powyżej 200 tys...
Czytaj więcejPozostałe
Drony dla ratowników GOPR i obowiązkowe kaski - propozycje zmian
Autorem projektu, który zostanie w czwartek złożony w Sejmie jest poseł Polski 2050 Bartosz Romowicz. W rozmowie z PAP podkreślił, że celem zmi...
Czytaj więcejAtak niedźwiedzia czy obrona młodych? Zoopsycholog punktuje ludzkie błędy
Szpital i strach na szlaku. Kulisy ataku w gminie Cisna Do groźnego zdarzenia doszło 8 marca w okolicach Kalnicy na Podkarpaciu. 53-letni mę�...
Czytaj więcejW ciągu dekady o 30 proc. spadła liczba zawieranych małżeństw cywilnych i o 50 proc. kościelnych
Według wstępnych danych GUS liczba ludności Polski na koniec 2025 r. wyniosła 37,3 mln, czyli o ok. 157 tys. mniej niż rok wcześniej. W ubiegł...
Czytaj więcejNie smartfony psują nam wzrok? Naukowcy odkryli prawdziwą przyczynę "epidemii" krótkowzroczności
W USA czy Europie 50 proc. młodych dorosłych ma krótkowzroczność, a w niektórych rejonach Azji - 90 proc. - przypominają naukowcy ze State Unvi...
Czytaj więcej- Gigantyczna fabryka narkotyków. Policja przejęła towar wart 22,5 mln zł
- „Rz": Wojtyła nie krył pedofili
- Kardynał Ryś: potrzebujemy przeorać ziemię krakowskiego Kościoła
- Ks. prof. Kobyliński wprost: "W parafiach dominuje zmowa milczenia". Biskupi powołali komisję ds. pedofilii
- Drony dla ratowników GOPR i obowiązkowe kaski - propozycje zmian
Komentarze (0)