7°   dziś 7°   jutro
Czwartek, 26 marca Larysa, Emanuel, Teodor, Tymoteusz, Dora, Olga

Bp Skworc i ofiara księdza kolejnymi świadkami w procesie biskupa Jeża

Opublikowano  Zaktualizowano 

​Były biskup diecezji tarnowskiej Wiktor Skworc, pokrzywdzony mężczyzna, a także oficjał sądu diecezjalnego jako kolejni świadkowie zeznali w procesie biskupa Andrzeja Jeża dotyczącym zgłaszania przypadków pedofilii wśród księży. Sprawa toczy się przed sądem w Tarnowie.

Pierwszy w Polsce proces sądowy biskupa oskarżonego o niepowiadomienie niezwłocznie organów ścigania o molestowaniu małoletnich przez księży rozpoczął się w połowie lutego. Sąd wysłuchał wyjaśnień oskarżonego w tej sprawie biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża oraz zeznań kanclerza kurii księdza Roberta Kantora, byłego delegata ds. ochrony dzieci i młodzieży, który wystąpił w roli świadka.

W czwartek sąd przesłuchał kolejnych świadków, w tym biskupa diecezji tarnowskiej w latach 1998-2011, biskupa seniora Wiktora Skworca (zgodził się na podawanie pełnego nazwiska – PAP). To do niego miały w 2002 zwrócić się osoby, które wiedziały o nadużyciach ks. Stanisława P. wobec małoletnich. Hierarcha przyjął wtedy rezygnację kapłana z urzędu proboszcza i wysłał go na urlop, a następnie misję w Ukrainie. Popełnione tam czyny pedofilskie, z lat 2003-2008, były treścią zawiadomienia, jakie strona ukraińska przekazała tarnowskiej kurii w 2019 roku. Stały się one podstawą postępowania wobec Stanisława P., a następnie jego zwierzchnika - biskupa Jeża, który odpowiada za zbyt późne zgłoszenie tego organom ścigania.

Bp Skworc podkreślał przed sądem, że każde zgłoszenie dotyczące nadużyć wobec małoletnich było przez Kościół „poważnie traktowane”. - Każde zgłoszenie jest bardzo poważnie traktowane, bardzo poważnie badane i przeważnie ma konsekwencje. Nie ma ukrywania pedofilii. Każdy taki przypadek to jest jeden przypadek za dużo – podkreślił duchowny przed sądem.

Zobacz również:

Biskup zaznaczył, że zarówno w Tarnowie, jak i w diecezji katowickiej, którą później objął, przyjmował pokrzywdzone osoby osobiście. Jednocześnie stwierdził, że w 2002 roku szkoła, jako pracodawca ks. Stanisława P., powinna zawiadamiać służby o możliwych przestępstwach kapłana.

Wysłanie duchownego na urlop tłumaczył jako upomnienie, danie mu szansy na „rewizję życia” i poprawę postępowania, natomiast skierowanie go na misję w Ukrainie potrzebą wsparcia odbudowującego się tam Kościoła katolickiego. - Oczywiście my weryfikowaliśmy (zgłoszenia na misję – PAP), nie było takiej polityki w diecezji, że poprzez wysyłkę duchownych za granicę czyścimy pewną sytuację – zapewniał przed sądem biskup Skworc.

Hierarcha podkreślał, że kiedy objął diecezję katowicką, zlecił analizę teczek osobowych księży, a w przypadku wykrycia nieprawidłowości zawiadamiał organy ścigania, nawet przed 2017 rokiem, kiedy formalnie nie miał takiego obowiązku. Nie potrafił odpowiedzieć, dlaczego nie dokonywał takich zgłoszeń jako biskup diecezji tarnowskiej, ale podkreślił, że wówczas wdrażał kościelne procedury, na mocy których wszczynane były postępowania kanoniczne. Dochodzenie w tej sprawie prowadził nieżyjący już kapłan, który – mówił biskup – nie przekazał mu informacji, czy podejrzenia wobec ks. P. w 2002 roku się potwierdziły. Wskazywał, że „wydaje mu się”, że według opinii tamtego kapłana-sędziego postępowanie nie potwierdziło oskarżenia.

Kiedy po powrocie księdza Stanisława P. z Ukrainy w 2010 roku do biskupa Skworca zwróciła się kolejna osoba pokrzywdzona, kuria wszczęła postępowanie, obejmujące także przypadki molestowania zgłaszane jeszcze w 2002 roku. Proces zakończył się w 2013 roku dekretem skazującym i odsunięciem kapłana od posługi duszpasterskiej. Postępowanie prowadził ks. Robert Kantor, sędzia diecezjalny, w kolejnych latach delegat ds. ochrony dzieci i młodzieży oraz kanclerz kurii.

We wtorek sąd wysłuchał też mężczyzny pokrzywdzonego przez ks. Stanisława P. Na czas jego zeznań wyłączył jednak jawność procesu.

Jako świadek przesłuchiwany w czwartek był także duchowny, który prowadził kościelny proces karno-administracyjny w sprawie ks. Stanisława P. w 2020 roku, dotyczący jego pobytu w Ukrainie, i zakończony wydaleniem P. ze stanu duchownego. - Sprawa Stanisława P. to była jedna z trudniejszych spraw, dlatego że stopień pokrzywdzenia tych małoletnich był duży. (…) W zasadzie była to pierwsza sprawa, w której rozpoczęto wymierzać kary najsurowsze – zeznał przed sądem duchowny, specjalista prawa świeckiego i kościelnego.

Nawiązując do zgłaszania przestępczych czynów świeckim organom ścigania, zaznaczył, że „dzisiaj w Kościele i nie tylko w Kościele wszyscy są mądrzy”, bo przepisy te są dobrze znane, ale wtedy „poznawanie tego prawa to była ewolucja”.

- Tym bardziej, że przez lata aż do roku 2019 istniała w tym zakresie tajemnica papieska, za złamanie której groziły sankcje karne kanoniczne – zwrócił uwagę duchowny. Wyjaśnił, że informacje objęte klauzulą można było odtajnić i udostępnić po uzyskaniu zgody od Stolicy Apostolskiej.

Ksiądz stwierdził, że – inaczej niż w przypadku starszego pokolenia kapłanów - dla niego i jego rówieśników naturalne i oczywiste jest zawiadamianie służb o przestępstwach dokonywanych przez księży. W ten sposób odniósł się do pytania sądu i jego sformułowania, że „ma wrażenie, że Kościół traktował siebie jako wyspę w państwie”, którego nie obowiązywało prawo państwowe. „Mamy 2017 rok, mamy przepisy, owszem, może są wątpliwości, ale jednak przepisy obowiązują wszystkich. Gdyby sprawa dotyczyła zwykłego Kowalskiego, nikt by nie miał wątpliwości, a tu mamy. Czas leci, sprawy się przedawniają, pokrzywdzeni są” – wskazywała sędzia, dopytując o przestrzeganie przez Kościół prawa.

Podstawą zarzutów dotyczących niepowiadomienia organów ścigania przez władze kościelne były postępowania dotyczące molestowania małoletnich przez dwóch kapłanów. Sprawa ks. Stanisława P. została w 2022 roku umorzona ze względu na przedawnienie karalności. Natomiast w przypadku ks. Tomasza K. tarnowska prokuratura w grudniu 2024 r. skierowała do Sądu Rejonowego w Nowym Sączu akt oskarżenia. Ofiarami przestępstw seksualnych dwóch kapłanów jest kilkadziesiąt osób. W obu przypadkach kwestię zgłaszania tych nadużyć wyłączono do osobnego postępowania, dotyczącego zwierzchnika kapłanów - biskupa Andrzeja Jeża.

Według prokuratury, Kościół, który prowadził we własnym zakresie postępowania wewnętrzne w sprawie obu księży, dysponował wiarygodnymi wiadomościami o przestępstwach pedofilskich kapłanów i powinien je zgłosić od razu. Śledczy co prawda zauważyli, że władze kościelne złożyły zawiadomienie odnośnie obu księży, jednak zdaniem prokuratury uczyniły to zbyt późno – nie nastąpiło to niezwłocznie, jak wymaga przepis.

Biskup Andrzej Jeż nie przyznał się do winy, tłumacząc, że organy ścigania otrzymywały informacje o przestępstwach seksualnych duchownych, a on w obu przypadkach „wiarygodną informację” na temat tych przestępstw miał dopiero w momencie zgłaszania przez kurię spraw służbom. Wskazywał, że za przyjmowanie zgłoszeń o nadużyciach odpowiadał powołany w 2015 roku niezależny delegat ds. ochrony dzieci i młodzieży.(PAP)

Komentarze (7)

szaradaa
2026-03-05 22:31:06
1 1
Jest taka anegdota o tym jak zapytano pewnej wdowy dlaczego hoduje pięć kurek i siedmiu kogutów to odpowiedziała, że nie chce żeby któraś kura musiała cierpieć tak jak ona.
To samo dotyczy nie zgłaszania przez kościelnych zwierzchników nadużyć wobec nieletnich.
Przecież oni rozumieją jak muszą wszyscy cierpieć przez chore kościelne prawo czyli celibat .
ciekawy
2026-03-05 23:44:13
0 1
zmieniłaś już wyznanie na Islam?
szaradaa
2026-03-06 14:20:25
0 0
ciekawy@ chyba i i isram
Pokaż wiecej (1)
Odpowiedz
scigany01
2026-03-06 06:47:07
0 3
Ktoś,kto wie o wykorzystywaniu se. dzieci i nie zgłasza tego przestępstwa a wręcz umożliwia je przenosząc tych zboczeńców jakby w nagrodę na nowe łowiska jest gorszy od tych zboczeńców. Sto razy gorszy,bo zboczeniec robi to pewnie z jakiejś chorej obsesji,a ten co ukrywa to robi to z czystego wyrachowania.
Odpowiedz
scigany01
2026-03-06 06:52:23
0 3
Mnie w głowie się nie mieści, że można być tak zepsutym,tak nieczułym na krzywdę dzieci aby przymykać na to oko? Jest to dla mnie nie do pojęcia,jak taki ktoś może spojrzeć w lustro.
Odpowiedz
malarz
2026-03-06 09:29:53
0 1
nie rozumiem dlaczego biskupowi zawracają gitarę o 100 chłopców miejscowych i XX chłopców z Ukrainy
nie po to pracowali ciężko 2000 lat aby im ciemny lud głowę podnosił
Odpowiedz
toro
2026-03-06 20:11:20
0 0
Jajefajna robota!!!!
Za popełnione przestępstwo dostajesz upomnienie (brzmi groźnie) A upomnienie to urlop HA! HA! HA! (czyli jedziesz na wczasy) Biskup funduje!!!
Wierni się złożyli.
Odpowiedz
Zgłoszenie komentarza
Komentarz który zgłaszasz:
"Bp Skworc i ofiara księdza kolejnymi świadkami w procesie biskupa Jeża"
Komentarz który zgłaszasz:
Adres
Pole nie możę być puste
Powód zgłoszenia
Pole nie możę być puste
Anuluj
Dodaj odpowiedź do komentarza:
Anuluj

Może Cię zaciekawić

Sport

Pozostałe

Twój news: przyślij do nas zdjęcia lub film na [email protected]