Sobota, 06 czerwca
Norbert, Laurenty, Dominika, Bogumiła, Laura, Nora

O tym jak się lepi „Łomniczańskie Pierogi”

01.08.2011 23:15:51 0 3199

Monika Florek jest w Łomnicy-Zdroju bardzo znana. Ale jak zapytać o nią we wsi, to nikt nie będzie wiedział o kogo chodzi. Bo w Łomnicy trzeba wiedzieć jak zapytać.

A trzeba pytać o Monikę Florek pod Łysinkami i wtedy dopiero wszystko wiadomo. Ludzie pokażą drogę i wytłumaczą jak trafić. Monika mieszka najwyżej. Wyżej jest już tylko niebo. Od siebie widzi całą wieś, a wiadomo, że z gór widać lepiej, to dobrze wie czego ludzie potrzebują. A ludzie potrzebują muzyki. Postanowiła więc, że im tę muzykę da. Ale nie byle jaką, tylko taką, za jaką ludzie tęsknią.

Jak się skrzypce na strychu znalazły

Wszystko zaczęło się od tego, że Gosia Kubiak (z Kasiniarzy) znalazła na strychu skrzypce. Takie skrzypce fajna rzecz, ale trzeba jeszcze na nich umieć grać. Gosia akurat nie potrafiła. Monika też miała skrzypce i radziła sobie z nimi lepiej niż Gosia. No to już miały prym i sekund. A każde dziecko wie, że aby była prawdziwa kapela, potrzebny jest jeszcze bas. Jak pomyślały, tak zadzwoniły do Przemka Lisa czy by nie zagrał na basach? Przemek akurat na basach nie umiał, ale obiecał, że się nauczy. W końcu nie po to jest nauczycielem muzyki, żeby sobie z basami nie poradził. Był jeszcze taki drobny problem, że tych basów nie mieli. Ale mieli wielki zapał do swojego pomysłu, więc wszystko inne wydawało się drobiazgiem.

Tak się zaczęły lepić „Łomniczańskie Pierogi”, czyli kapela, która porwie niebawem całą wieś. No, ale nie uprzedzajmy wypadków.

Dlaczego kolędnikom siadły głosy

Piotr Kulig prowadzi w Rytrze szkółkę muzykowania ludowego. Obiecał, że ich w tej sztuce podszkoli i jak obiecał tak zrobił. Gorzej było z pieniędzmi. Z tym zawsze bieda, szczególnie, kiedy trzeba kupić taki luksus jak basy i inne instrumenty. Ale od czego mają głowy. Wymyślili, że pójdą po kolędzie i zarobią. Ksiądz proboszcz Jan Mirek osobiście pobłogosławił ich pomysłowi z ambony, zapowiadając, że będą tacy kolędnicy po domach chodzić. No i poszli. Całej Łomnicy-Zdroju obejść się nie udało, bo po tygodniu śpiewania siadły im głosy. Pewnie chodzili by dalej, aż do ostatniego domu, ale jak tu kolędować, kiedy gardła całkiem zachrypnięte. To jednak, co się przez ten tydzień wydarzyło, wywróciło ich świat do góry nogami. Zwyczajna kolęda zamieniła się w szalone tournee po łomnickich domach. Ludzie prosili do środka, częstowali obiadem albo i czymś mocniejszym, starsi ludzie płakali ze wzruszenia, a oni śpiewali. Śpiewali kolędy inspirowane lokalnym folklorem, a niektóre napisane specjalnie dla łomniczan na tę okazję. Oprócz sukcesu artystycznego i towarzyskiego osiągnęli również finansowy. Przez tydzień zebrali 4400 zł, czyli kwotę o jakiej inni kolędnicy mogą pomarzyć, gdyby Boże Narodzenie było co miesiąc, a nie raz w roku.

Jak się ksiądz proboszcz pod górę wspinał

To był pierwszy wielki sukces. Jak jednak powszechnie wiadomo same pieniądze szczęścia nie dają, więc może ważniejszym osiągnięciem był fakt, że porwali łomniczan. Ludzie masowo pytali czy mogą do muzykantów dołączyć i to było takie pospolite ruszenie, o jakim uczą w szkole na historii. Efekt był taki, że po skończonej kolędzie – oprócz wspomnianych 4 tysięcy w skarbonce – mieli 23 zadeklarowanych członków zespołu, z czego aż 14 potrafiło grać na różnych instrumentach! Myśleli, że to cuda się dzieją, ale nie mogli przewidzieć, że prawdziwe cuda dopiero się wydarzą. Jakie?

Na przykład takie, że ks. proboszcz Mirek jak chodził po wsi z wizytą duszpasterską, to nie dość, że się do Moniki Florek musiał na najwyższy punkt wsi wspinać, to jeszcze zostawił tam ważną obietnicę. Monika jest dumna. Mało tego, że mieszka 800 m nad poziom morza (choć reszta wsi ledwie 500), to jeszcze potrafi załatwić interesy na najwyższym poziomie. Ksiądz nic za kolędę nie wziął i zadeklarował, że co miesiąc będzie płacił za muzyczne korepetycje „Pierogów” u Marka Żurowskiego. Pełny sukces finansowy, a do tego błogosławieństwo Boże.

Jak Monika mamie zasłony z salonu ściągnęła


Tyle było gadania. Teraz jest już tylko granie. No, może raczej niekończące się próby grania. Wszyscy ćwiczą i ćwiczą bez końca, bo marzą im się występny, a nawet wielkie koncerty. Z obecnych „Pierogów” tylko trzy osoby wcześniej muzykowały. Reszta to owo pospolite ruszenie – z sercami do muzyki gorącymi, ale instrumenty trzymają w ręku po raz pierwszy. Najważniejsze, że jest w nich optymizm. Nie zniechęcili się nawet, kiedy w Warszawie nie przeszedł ich unijny projekt na dofinansowanie strojów ludowych. Urzędnicy nie dali. Trudno, trzeba będzie zrobić samemu. Monika nie namyślając się długo, weszła na stołek i zdjęła mamie zasłony z salonu. Z tego dziewczyny uszły sobie gorsety. Na spódnice materiał trzeba było sprowadzać aż z Czech. W Polsce takiego nie ma. Bo w „Pierogach” wszystko musi być dokładnie jak w dawnych wzorach. Dzisiaj już nikt w Łomnicy oryginalnego stroju łomniczańskiego nie nosi, tradycja dawno umarła, więc szyć trzeba odtwarzając z zachowanej dokumentacji. A stroje tanie nie są – chłop kosztuje 1200 zł, baba jest tańsza o dwie stówki. No i co ciekawe, choć w Łomnicy-Zdroju niby mieszkają Corni Górale, to chodzą ubrani na biało.

Niech się ludzie cieszą muzykowaniem


Co będzie dalej? Kto to może wiedzieć? Ale na pewno będzie sukces! Już mieli warsztaty pucenia oscypka, a przed Wielkanocą malowania pisanek. No i uparcie ćwiczą, choć nie zarobili jeszcze na instrumenty dla wszystkich. Nawet sam legendarny Edward Grucela z Piwnicznej daje im lekcje śpiewu. Może jak się wypuszczą z koncertami na szersze wody, to nastaną dla nich lepsze czasy. Może ich nawet dyrektor Antoni Malczak do sądeckiego „Sokoła” zaprosi żeby zagrali. To by było coś! O rozgłos „Łomiczańskich Pierogów” zadba osobiście Urszula Lis. Na co dzień zajmuje się pijarem Miasteczka Multimedialnego w Nowym Sączu, więc i z promocją „Pierogów” sobie poradzi. Na razie niech się ludzie w Łomnicy cieszą ich muzykowaniem. Będzie dobrze!


Fot.: Archiwum zespołu

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in