Niedziela, 16 grudnia
Albina, Zdzisława, Zdzisław, Alicja, Sebastian

Z historii współczesnej: cudzoziemcy, a przecież sądeczanie

17.10.2015 09:54:09 TISS 0 2639

Współcześnie obcokrajowcy zamieszkali na stałe w Nowym Sączu i na Sądecczyźnie należą do rzadkości. Miasto i region są praktycznie jednolite narodowościowo.

„Rodzynki” tylko potwierdzają regułę. Należą do nich m.in. Kubańczyk Kosme (sąsiad z Wólek), który 30 lat temu uciekł przed reżimem Fidela Castro z Hawany, czy np. osiadła na farmie „Lama” w Tyliczu Amerykanka Beth Macatee.

40 lat temu z sądeczanką Małgosią, magister ekonomii (potem naczelnikiem i dyrektorem wydziału podatków w magistracie), ożenił się Libańczyk Abdul-Razzak Adhami, następnie długoletni kierownik warsztatów w Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej i rzeczoznawca w towarzystwie ubezpieczeniowym. Ich syn, Omar, absolwent II LO im. M. Konopnickiej, podpora znanego ongiś w Sączu zespołu rockowego Nihil Novi, ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim, pracuje jak lingwista i tłumacz dokumentów prawnych UE w Parlamencie Europejskim w Brukseli.
Nowy Sącz stał się w 1991 r. drugą ojczyzną dla Belga Bruno Vastmansa (dziś lat 54), teologa, absolwenta University of Leuven, autora książek dla dzieci, który został nauczycielem i wicedyrektorem w Zespole Szkół Społecznych „Splot” oraz menedżerem w firmie DAKO.

Sensacja: Murzynka na ulicy

Pamiętam z lat siedemdziesiątych Macieja Kopacza, rocznik 1952, który po ukończeniu studiów w krakow¬skiej Akademii Medycznej, podczas stażu podyplomowego w Anglii, poznał śliczną Murzynkę – pielęgniarkę z Wysp Świętego Krzysztofa (Małe Antyle). Zakochał się ze wzajemnością: młodzi wzięli ślub i przyjechali do Polski. Podjęli oboje pracę w sądeckim szpitalu przy ul. Młyńskiej. Mieszana para spacerująca ulicami powiatowego Nowego Sącza stanowiła nie lada sensację. Kopaczowie wkrótce opuścili kraj, wyjechali najpierw do Anglii, potem do Kanady i Kalifornii, gdzie pan doktor został wybitnym anestezjologiem. Jedna z jego córek, ciemnoskóra Yvonna została w latach dziewięćdziesiątych Miss Ameryki.

Z bombardowanego Budapesztu

Po interwencji zbrojnej ZSRR na Węgrzech jesienią w 1956 r. przez kilka tygodni w Marcinkowicach, Starym Sączu, Piwnicznej i Krynicy przebywała dość liczna grupa węgierskich dzieci, które wywieziono podczas bombardowań Budapesztu. Po latach gościnne przyjęcie przez sądeckie rodziny (m.in. marcinowickich parafian) upamiętniono tablicami wmurowanymi z inicjatywy jednego z tych dzieci, po latach dyrektora Centrum Kultury w Keszthley, Gézy Cseby, pisarza i poety, syna Węgra i Polki, uchodźcy z 1939 r.
W latach 1967/1970 – w ramach „internacjonalistycznej przyjaźni” – w Technikum Elektrycznym w Nowym Sączu kształciło się ok. 30 uczniów – Syryjczyków. Młodzi spod Damaszku i Aleppo mieszkali w internacie przy ul. Limanowskiego, większość kontynuowała edukację na politechnikach i AGH. Ich śladami poszli kilkadziesiąt lat później egzotyczni studenci w Wyższej Szkole Biznesu – NLU, m.in. Chińczycy i ostatnio obywatele Kazachstanu.

Kulinarne smaki

Ciekawe, że przybywający ostatnio z innych krajów do Nowego Sącza z reguły parają się gastronomi. W latach dziewięćdziesiątych w podziemiach ratusza restaurację początkowo pod nazwą „Herbowa”, następnie „Ratuszowa”, dzierżawił Chorwat Branko Dukez z żoną Barbarą. Od niedawna lokale (głównie z kebabami) prowadzą Turcy („Imperial”) i Kurdowie (Serdar Darwish z bratem w „Sultan Kebab”). Gastronomicznego biznesu (pizzeria „Vesuvio”) w bliskim sąsiedztwie Białego Klasztoru podjął się rodowity neapolitańczyk Andrea Annunziata, ożeniony z sądeczanką Ewą Klimek.

Kolega Picassa

Bodaj najsłynniejszym obcokrajowcem zamieszkałym w naszych czasach w Nowym Sączu był Mehmed bey Devrim Nejad, Turek ze Stambułu, klasyk (już za życia) światowego malarstwa abstrakcyjnego, kolega Picassa. W 1969 r. przyjechał na plener do Rytra, ożenił się z Jasią Paluch i osiedlił w Nowym Sączu. Zmarł w 1996 r., spoczywa na sądeckim cmentarzu. Kilkanaście lat później jego obraz sprzedano w Londynie na aukcji w Sotheby za 1 mln USD.

Polska mlekiem i miodem płynąca

Na początku XXI w. nauczycielem językiem angielskiego w Zespole Szkół Drzewno-Mechanicznych w Starym Sączu był Syryjczyk, Muhammad Al-Sheikh Taha. W jego domu w Gołkowicach na ścianie wisiała duża fotografia rodzinnego miasta – Hamy, jednej z najstarszych osad ludzkich na świecie, wzmiankowanej kilka tysięcy lat przed Chrystusem, wymienianej w Starym Testamencie. Na Sądecczyznę profesor Muhammad trafił za sprawa żony Ewy i szwagra, który uczył się w sądeckim „elektryku” i opowiadał o Polsce jako kraju mlekiem i miodem płynącym. W serdecznej rozmowie zapraszał mnie do odwiedzin rodzinnych stron i obejrzenia groty, gdzie – według przekazu – Kain zabił Abla, do morelowych sadów, gdzie Szaweł z Tarsu przeistoczył się w świętego Pawła i gdzie znajduje się za złotymi kratami mauzoleum św. Jana Chrzciciela. Zadumaliśmy się wtedy przy filiżance herbaty nad zagadkowymi słowami samego Boga, który zapowiedział, że w Damaszku będzie mu się oddawać cześć jeszcze 40 lat po skończeniu świata. Wszystko przeminie, Damaszek najpóźniej... – te słowa Muhammada, w obliczu trwającej tam dziś okrutnej wojny, brzmią jako wieloznaczne memento.

Nie taki cudzoziemski

Bez względu na powyższą (niepełną przecież, bo mamy wśród znajomych też kilku Ukraińców, Francuza i Włocha) wyliczankę, Nowy Sącz pozostaje miastem, w którym trudno na ulicy czy w miejscu pracy spotkać obcokrajowca, co zdecydowani różni nasz Królewski Gród, od podobnej wielkości miast w zachodniej Europie, a nawet od niektórych siedlisk miejskich Warszawy, skupiających liczną rzeszę Czeczenów czy Wietnamczyków.
Inaczej było w przeszłości.

Węgierka – Panią Ziemi Sądeckiej

Jeszcze przed lokacją miasta na ziemi sądeckiej pojawiła się postać, która osobistymi więzami krwi połączyła trzy kraje: Grecję, Węgry i Polskę – księżna Kinga, kanonizowana w 1999 r. przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Węgierka, okrzyknięta już za życia – jak najbardziej słusznie – Panią Ziemi Sądeckiej.
W Nowym Sączu spotykały się różne kultury: niemiecka, austriacka, słowacka, czeska, węgierska, żydowska, bizantyjska, ruska, ukraińska i ta rdzenna – polska, lachowska. Swoją znaczącą kartę zapisali na Sądecczyźnie Niemcy, Austriacy i Żydzi, ewangelicy i chasydzi, pastorowie i rabini.

Burmistrzowie a cudzoziemcy

Nie kto inny tylko król czeski, Wacław II Przemyślida, wydał dokument lokacyjny dla miasta Nowego Sącza w 1292 roku. Podpis czeskiego władcy, niczym ojca, widnieje więc na metryce grodu. W historii miasta złotymi zgłoskami zapisali się burmistrzowie czy starostowie pochodzący z innych narodowości. Wspomnijmy tu Niemca Johana Johanidesa, Czecha dr. Karola Slavika. W niepodległą Polskę, w 1918 roku wprowadził Nowy Sącz… Węgier z Transylwanii Juliusz Marossany. Czeskimi korzeniami legitymował się inny zasłużony burmistrz Nowego Sącza (w latach międzywojennych XX wieku) – Roman Sichrawa, adwokat.

Rzemieślnicy i kupcy

Sądecki tygiel tworzyli liczni przedstawiciele innych narodów: mieszczanie, duchowni (proboszcz od „Małgorzaty” Jan Machaczek), rzemieślnicy (optyk Nekwapil, którego spadkobiercami są Jarosław Jobs z córką Agatą przy ul. Jagiellońskiej), kupcy, artyści (muzykalna rodzina Kirschanków) i nauczyciele (Feliks Rapf), którzy przybywając z odległych krajów znaleźli nad Dunajcem i Kamienicą swoją „małą ojczyznę”. Z Trewiru w Nadrenii przybył niemiecki krawiec, którego syn tak się przywiązał do Sącza, że zmienił nawet nazwisko. Był nim wybitny historyk i ludoznawca Żegota Pauli.

Czesi, Włosi, Irlandczycy

Włoskiemu muratorowi i rzeźbiarzowi Janowi Simoniemu zawdzięczamy budowę klasztoru klarysek w Starym Sączu. Germańskie korzenie miała familia Mischków (inżynier Juliusz Hipolit, geometra i projektant, zbudował w Nowym osiedle robotnicze (Starą Kolonii), szkoły im. św. Jadwigi i I Gimnazjum przy ul. Długosza, siedziby Kasy Oszczędności i koszar, a także nowy cmentarz komunalnego, na którym został pochowany w 1904 r. Z Irlandii wywodziła się znana rodzina krynickich farmaceutów Nitribittów. W czeskiej Opawie urodził się Józef Rossmanith, właściciel Fabryki Wyrobów Metalowych przy ul. Fabrycznej, patriota i zasłużony społecznik, wykonawca 6-metrowego Krzyża Powstańczego na cmentarzu komunalnym. Czechami byli też protoplaści rodu Kohutów, właściciele Hamerni w Nawojowej.

„Chiński domek”

Kto pamięta oryginalny „chiński domek”, który do końca lat sześćdziesiątych stał w miejscu obecnego biurowca PKO i PZU przy al. Wolności i ul. Staszica? Nazywany był „Dagnanówką”, z racji zamieszkiwania przez zasłużoną rodzinę Dagnanów, wywodzącą się od Gabriela d’Agnana, oficera napoleońskiego, który spolonizował się wracając z kampanii moskiewskiej w 1812 r. i został nauczycielem j. francuskiego u księcia Sanguszki w Tarnowie, żeniąc się w 1824 r. z ochmistrzynią Marianną Faik. Z tych Dagnanów wyszli zasłużeni na Sądecczyźnie księża, nauczyciele, artyści. Rodzina pierwszej damy sądeckiej plastyki XX wieku Ewy Harsdorf wywodziła się od barona Jobsta Harsdorf von Enderndorf, też żołnierza napoleońskiego, osiadłego na Podolu po klęsce moskiewskiej. Ewa na Sądecczyznę przybyła jako 10-latka uchodząc przed represjami bolszewików w 1920 r.

„Obcy” w Krynicy

Za „ojca” Krynicy jako uzdrowiska uznawany jest Austriak Franciszek Stix von Saunbergen, który w 1793 r. wykupił od miejscowych włościan zdrój główny „tuteyszey wody kwaśnej”. Pierwszym lekarzem zdrojowym został drugi Franciszek – dr Stirba von Stirbit, którego czeska rodzina osiadła w Nowym Sączu w drugiej połowie XVIII w., autor pierwszej pracy naukowej o Krynicy i jej źródłach mineralnych, budowniczy drogi z prawdziwego zdarzenia z Nowego Sącza pod Górę Parkową. Założyciele kolejnego uzdrowiska – Muszyny, Medweccy byli szlachcicami węgierskiego pochodzenia, wywodząca się z rodowego majątku Medvecze k. Koszyc.
Stanisław i Józef Cechini, właściciele, rozlewni wody mineralnej w Muszynie-Złockiem, przedsiębiorcy budowlani inwestujący w uzdrowiskową infrastrukturę Żegiestowa, są prawnukami Franco Cechiniego, Sycylijczyka, zatrudnionego przy budowie mostów i tuneli linii kolejowej Tarnów – Leluchów, ożenionego następnie z Polką Michaliną z Żegiestowa.
Bawarskie korzenie mieli Wittigowie von Stuckefeld, spolonizowani właściciele Chełmca, jeden z nich Bolesław (zmarł w 1927 r.) był m.in. marszałkiem powiatu w Nowym Sączu, sędzią, działaczem łowieckim, pszczelarzem. Wittigowie zamieszkiwali okazały dwór, który współcześnie popadł w ruinę, rozebrany przez niezbyt dbające o dziedzictwo przeszłości władze gminy w 2014 r.
Browar w podgrybowskiej Siołkowej na tzw. Strzylawkach, obecnie w rękach Słowaka Ivana i Andreja Chovańców, założył w 1887 r. Węgier Franciszek Paschek na bazie dawnego browaru austriackiego barona Ferdynanda Hoscha. Rodzina Paschków była właścicielem browaru do nacjonalizacji w 1946 r.

Międzynarodowe koligacje

Międzynarodowych koligacji w sądeckich biografiach jest bez liku. Karolina de Spinoix, babka maestry Ady Sari, wybitnej śpiewaczki operowej, córki starosądeckiego burmistrza, była Francuzką z domieszką krwi włoskiej i hiszpańskiej; dziadek Piotr Scheuer (potem Szayer) wywodził się z rodziny polsko-austriacko-żydowskiej.
Na cmentarzu w Lipnicy Wielkiej w gminie Korzenna znajduje się imponujący grobowiec francuskiej rodziny de Laveaux, właścicieli majątku w Niecwi. Jeden z potomków, hrabia Adam de Laveaux w latach trzydziestych był prezesem miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej, m.in. ufundował fajermanom 25 sztuk ozdobnych hełmów i szablę.
Szeroki napływ obcokrajowców na Sądecczyznę przyniosła kolonizacja józefińska, zadekretowana pod koniec XVIII w. przez cesarza Józefa II akcja osiedleńcza. Kilka tysięcy Niemców z Austrii i Prus osiedliło się w podsądeckich wsiach: Barcicach, Biegonicach, Biczycach, Chełmcu, Dąbrówce (zwaną później Niemiecką), Falkowej, Gaboniu, Gaju, Gołkowicach Dolnych (Niemieckich), Grybowie, Januszowej, Juraszowej, Kadczy, Librantowej, Mokrej Wsi, Moszczenicy, Naszacowicach, Podrzeczu, Rożnowie, Rytrze, St. Sączu, Stadłach, Świerkli, Skrudzinie, Zawadzie i Żbikowicach. W 1803 r. założono w kościele pofranciszkańskim w Nowym Sączu parafię ewangelicką dla Niemców i szkołę.

„Rockefeller” z Marcinkowic

Fascynująca jest historia Prusaka Alberta Faucka, inżyniera, przedsiębiorcy naftowego w Pensylwanii i Wirginii Zachodniej, żołnierza w wojnie secesyjnej, od 1867 r. wysłannika Hamburskiego Towarzystwa Naftowego do Galicji, co zaowocowało tym, że stał się pionierem przemysłu naftowego na Sądecczyźnie. W Klęczanach na tzw. Gródku zbudował kopalnię i destylarnię. Był wybitnym konstruktorem i racjonalizatorem (wprowadził tzw. wiercenie linowe), krzewicielem kultury technicznej, autorem licznych opracowań naukowych i artykułów w prasie branżowej.
Od 1891 r. był właścicielem dworku w Marcinkowicach, lubianym i szanowanym przez miejscową ludność. Reprezentował Galicję na I Międzynarodowym Kongresie Naftowym w Paryżu (1900). Za zlecenie rządu austriackiego wykonywał wiercenia na Górnym Śląsku, w Czech i w Bośni. Z 5 na 6 XII 1914 r. gościł Józefa Piłsudskiego przed bitwą marcinowicką. Synowie Albert (junior) i Maurycy sprzedali potem dworek inż. rolnikowi z Krakowa Stanisławowi Morawskiemu.
Zakochany w Sądecczyźnie Prusak – weteran amerykańskiej wojny pochowany jest na Cmentarzu Legionistów na Pasterniku w Marcinkowicach.
*
Po drugiej wojnie światowej walec historii „wymiótł” z Sądecczyzny ludzi z zagranicznymi rodowodami. Zniknęli praktycznie mający duży wkład w rozwój cywilizacyjno-kulturalny ziemi sądeckiej Żydzi, Niemcy, Rusini. Pozostawili tu jednak niemałą cząstkę swej pracy, talentu, swoje serce. Zapoczątkowana przed wiekami mieszanka krwi wciąż kształtuje naszą współczesną sądecką tożsamości.

Jerzy Leśniak

zdjęcie:
Mehmed bey Devrim Nejad Fot. Z arch. J. Leśniaka

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in