Piątek, 05 marca
Adrian, Fryderyk, Teofil, Aurora, Oliwia

Blisko 7000 nowych zakażeń w Polsce. W powiecie wykonano 100 testów - 9 dało wynik pozytywny

20.01.2021 08:08:00 top 1 5744

Przedstawiamy aktualne informacje na dzień 20 stycznia 2021 roku o stanie epidemicznym (COVID) w Małopolsce, kraju i na świecie.

21:10

Rząd nie miał podstaw, aby swym rozporządzeniem wprowadzać kryteria kolejności szczepień przeciwko koronawirusowi. Ustawa daje taką możliwość tylko w przypadku szczepień obowiązkowych, a szczepienia przeciwko COVID-19 nimi nie są – wskazał RPO Adam Bodnar.
Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich opublikowało w środę uwagi, jakie Bodnar przekazał ministrowi zdrowia Adamowi Niedzielskiemu. Dotyczą one rozporządzenia Rady Ministrów z 14 stycznia 2021 r., określającego kryteria kolejności szczepień. Wydano je na podstawie ustawy 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.

Tymczasem – jak wskazał RPO – nie daje ona upoważnienia ustawowego, aby w rozporządzeniu określać grupy osób podlegających szczepieniom, które nie są obowiązkowe.

"Przepisy rozporządzenia nie zostały zatem oparte na upoważnieniu ustawowym. W konsekwencji nie dają one podstaw do regulowania kolejności dostępu do szczepień o charakterze dobrowolnym – a takie są przecież szczepienia przeciw koronawirusowi" – podnosi rzecznik.

RPO wskazał, że realizacja szczepień jest objęta gwarancjami wynikającymi z art. 68 ust. 2 konstytucji. Stanowi on, że obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Warunki i zakres udzielania świadczeń określa ustawa.

Konstytucyjny wymóg określenia w ustawie warunków udzielania świadczeń zdrowotnych nie oznacza, że nie mogą zostać uszczegółowione w rozporządzeniu. Jest to możliwe, ale wyłącznie na podstawie wyraźnego upoważnienia w ustawie.

Ponadto obawy RPO budzi, że rozporządzenie reguluje wyłącznie to, że podmioty przeprowadzające szczepienia przeciwko COVID-19 mają obowiązek stosowania tych szczepień w odpowiedniej kolejności wobec wskazanych grup osób w etapie zero i w etapie pierwszym. Brakuje – jak zaznacza RPO – regulacji dotyczącej etapów drugiego i trzeciego, o których jest z kolei mowa w Narodowym Programie Szczepień przeciw COVID-19.

Rzecznik już wcześniej zgłaszał MZ wątpliwości co do statusu szczepień przeciwko COVID-19 oraz konieczności uzupełnienia grup osób priorytetowych w pierwszych etapach szczepień.

W skargach kierowanych do Biura RPO wskazywane są dalsze pominięte grupy, z prośbami o uwzględnienie ich w jednej z pierwszych grup szczepień. To np. osoby mające prawo do korzystania ze świadczeń opieki zdrowotnej poza kolejnością, opiekunowie osób podlegających opiece paliatywnej, ale sprawowanej przez najbliższą rodzinę, czy pracownicy środowiskowych domów samopomocy.

Rzecznik przekazał, że widzi także potrzebę doprecyzowania rozporządzenia, które wobec ryzyka niewykorzystania szczepionki dopuszcza szczepienie osób wchodzących w skład grup, w ramach jednego etapu lub osób wchodzących w skład różnych grup, w ramach różnych etapów.

Rzecznik podkreśla, że zwalczanie epidemii COVID-19 wymaga niewątpliwie środków specjalnych, ale muszą się one mieścić w granicach prawa.

Resort ma 30 dni, aby odpowiedzieć RPO. (PAP)


14:55

Dworczyk: osoby, które przyjęły pierwszą dawkę szczepionki, mają jedynie 50 proc. odporności Osoby, które przyjęły pierwszą dawkę szczepionki przeciw COVID-19 mają jedynie 50 proc. odporności - zwrócił uwagę szef KPRM, pełnomocnik rządu ds. szczepień Michał Dworczyk. 

Zaapelował do nich, aby nadal przestrzegały wszelkich obostrzeń. Dworczyk zaapelował w środę do wszystkich osób, które przyjęły już pierwszą dawkę szczepionki przeciwko COVID-19, aby pamiętały, że nie uzyskały jeszcze pełnej odporności.  "Ta odporność jest w najlepszym razie na poziomie 50 proc." - wskazał. Jak dodał, występują zakażenia u osób, które przyjęły już pierwszą dawkę i czekają na drugą. Zaapelował, aby osoby zaszczepione pierwszą dawką nie zaprzestawały przestrzegania obostrzeń i nadal chroniły się przed ewentualnym zakażeniem.  Szczepienia rozpoczęły się w Polsce 27 grudnia ub. roku. Jak poinformował w środę Dworczyk, zaszczepionych zostało już 530 tys. osób.

10:44

Powiat limanowski:
- liczba nowych zakażeń - 9
- liczba zakażonych na 10 tys.  mieszkańców - 0,68
- liczba nowych przypadków śmiertelnych - 0
- liczba osób objętych kwarantanną - 201
- liczba wykonanych testów w ciągu doby - 100
- liczba testów z wynikiem pozytywnym - 9

10:42

10:38


10:36


Dane z Małopolski:
- region - liczba nowych zakażeń/nowych zgonów
- Kraków - 100 / 5,
 - krakowski - 27 / 0,
- myślenicki - 23 / 0,
 - oświęcimski - 16 / 11,
- olkuski - 11 / 0,
- wielicki - 11 / 0,
- tarnowski - 10 / 0,
- limanowski - 9 / 0,
- Tarnów - 9 / 0,
- brzeski - 8 / 0,
- chrzanowski - 8 / 0,
- Nowy Sącz - 7 / 0,
 - nowosądecki - 6 / 0,
- nowotarski - 6 / 0,
- bocheński - 5 / 0,
- gorlicki - 5 / 0,
- wadowicki - 5 / 1,
- proszowicki - 4 / 0,
- suski - 4 / 1,
- miechowski - 3 / 0,
- tatrzański - 2 / 0,
- dąbrowski - 1 / 0.

10:31

Mamy 6 919 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem z województw:
- mazowieckiego (890),
- wielkopolskiego (683),
- śląskiego (649),
- pomorskiego (582),
- zachodniopomorskiego (550),
- warmińsko-mazurskiego (549),
- kujawsko-pomorskiego (534),
- łódzkiego (393),
- lubelskiego (357),
- dolnośląskiego (336),
- podlaskiego (329),
- małopolskiego (280),
- lubuskiego (201),
- podkarpackiego (192),
- opolskiego (138),
- świętokrzyskiego (125). 

131 zakażeń to dane bez wskazania adresu, które zostaną uzupełnione przez inspekcję sanitarną.  

Z powodu #COVID19 zmarło 106 osób, natomiast z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami zmarło 337 osób.

Liczba zakażonych koronawirusem: 1 450 747/34 141  (wszystkie pozytywne przypadki/w tym osoby zmarłe).
W związku z korektami wprowadzanymi na bieżąco przez laboratoria w systemie EWP, globalna liczba zakażeń i zgonów od początku pandemii może nie być sumą kolejnych dziennych zakażeń lub zgonów. 


09:47

Brytyjski wariant koronawirusa nadal rozprzestrzenia się na całym świecie, w ubiegłym tygodniu jego obecność odnotowano w 60 krajach i terytoriach; to o 10 więcej niż 12 stycznia – poinformowała w środę Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). 

Szczep południowoafrykański koronawirusa, który podobnie jak brytyjski jest znacznie bardziej zaraźliwy niż oryginalny wariant SARS-CoV-2, rozprzestrzenia się wolniej i występuje w 23 krajach i terytoriach; to o trzy więcej niż 12 stycznia – podało WHO w cotygodniowym przeglądzie epidemiologicznym. Organizacja wskazała również, że monitoruje rozpowszechnianie dwóch innych wariantów, które pojawiły się w Brazylii – chodzi o wariant P1, który pojawił się w stanie Amazonas i został wykryty także w Japonii u czworga osób, które wróciły z Brazylii, a także o jeszcze jeden wariant. 

"Aktualnie jest niewiele dostępnych informacji pozwalających ocenić, czy zdolność przenoszenia się wirusa lub jego nasilenie są modyfikowane przez te dwa nowe warianty" – zauważa WHO. Zastrzega, że ich cechy genetyczne podobne do szczepów brytyjskiego i południowoafrykańskiego sprawiają, że konieczne są dalsze badania. Ocenia się, że wariant brytyjski, zgłoszony w połowie grudnia do WHO, jest o 50 do 70 proc. bardziej zaraźliwy niż oryginalny koronawirus i występuje w sześciu obszarach geograficznych WHO, podczas gdy wariant południowoafrykański występuje tylko w czterech z nich – podaje międzynarodowa organizacja ochrony zdrowia, nie określając, jakie są to strefy. Zgodnie z obecnym stanem badań oba te warianty, które są znacznie bardziej zaraźliwe, nie są automatycznie bardziej niebezpieczne, ale sprzyjając zakażaniu się większej liczby osób, zwiększają presję na systemy opieki zdrowotnej, które w niektórych krajach, np. w Wielkiej Brytanii czy USA, są czasami na skraju wydolności. Pojawiła się również kwestia skuteczności szczepionek przeciwko tym nowym wariantom, ale jak dotąd nic nie wskazuje na to, że dotychczas stosowane produkty są mniej skuteczne. Ponadto laboratoria zapewniły, że w razie potrzeby są w stanie szybko dostarczyć nowe wersje swojej szczepionki - pisze agencja AFP. 

Pandemia koronawirusa pochłonęła już ponad 2 miliony istnień ludzkich. WHO zauważa, że liczba zgonów wzrosła o 9 proc. w tygodniu kończącym się 17 stycznia w porównaniu z poprzednim tygodniem, osiągając rekordowy poziom 93 tys. ofiar śmiertelnych. W poniedziałek czołowy ekspert i dyrektor WHO ds. sytuacji nadzwyczajnych Mike Ryan powiedział na posiedzeniu zarządu tej organizacji, że oczekuje się, iż "bardzo szybko" na świecie będzie dochodzić do 100 tys. zgonów tygodniowo w związku z Covid-19. 

08:12

NIEMCY
W ciągu ostatniej doby zarejestrowano w Niemczech 15 974 nowe przypadki zakażenia koronawirusem i 1148 kolejnych zgonów - poinformował w środę rano berliński Instytut im. Roberta Kocha (RKI). 

Od początku pandemii zdiagnozowano w sumie 2 068 002 przypadki zakażenia koronawirusem. Na Covid-19 zmarło do tej pory w RFN 48 770 osób. Wyzdrowiało około 1 741 800. We wtorek podczas spotkania kanclerz Angeli Merkel z premierami niemieckich krajów związkowych zapadła decyzja o przedłużeniu do 14 lutego obowiązującego obecnie twardego lockdownu i wprowadzeniu nowych ograniczeń. (PAP) 

08:11

USA
Uniwersytet Johnsa Hopkinsa w Baltimore poinformował we wtorek, że od wybuchu epidemii w Stanach Zjednoczonych odnotowano łącznie 24 mln 247 006 przypadków zakażenia wirusem. Liczba ofiar śmiertelnych sięga już 401 586. 

Placówka naukowa z Baltimore podała, że w ciągu ostatniej doby zarejestrowano w USA 1381 kolejnych ofiar śmiertelnych Covid-19. Obecność koronawirusa potwierdzono u 137 885 osób. Pierwszy przypadek COVID-19 w Stanach Zjednoczonych odkryto 362 dni temu, 21 stycznia 2020. Tymczasem, pomimo niedoborów szczepionki na koronawirusa, w USA dochodzi do przypadków jej marnotrawienia. Jak poinformował Departament Zdrowia i Opieki Społecznej (DHHS,) w niedzielę podczas transportu do Michigan uległa zniszczeniu większość z 21 dostaw szczepionki Moderna Covid-19. Opóźni to wysiłki stanu w zwalczaniu pandemii.

08:09

Tzw. czeski wariant koronawirusa jest dość popularny w Czechach i podobnie jak angielski czy duński charakteryzuje się tym, że w białku S wirusa brakuje mu dwóch aminokwasów - powiedział PAP zastępca dyrektora ds. bezpieczeństwa epidemiologicznego i środowiskowego NIZP-PZH dr hab. Rafał Gierczyński.

Dodał, że poprzez mutacje wirus adaptuje się do naszej populacji.

"Mówiąc o wariantach wirusa SARS-CoV-2 pamiętajmy, że nie znają one granic, a ich obiegowe nazwy często pochodzą od krajów, w których wariant został po raz pierwszy wykryty lub w których były często obserwowane" - zaznaczył ekspert z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny.

Wytłumaczył dalej, że tak zwane szczepy czeskie wirusa są dość powszechne także w Danii oraz Irlandii.

"Charakteryzują się m.in. brakiem dwóch aminokwasów w białku S w pozycji 69 i 70. Jest to tzw. delecja. Delecja tych dwóch aminokwasów to też wspólna cecha z wariantem angielskim i duńskim, który wywodzony jest z zakażeń u norek" - powiedział. Dodał, że zmiana układu aminokwasów w białku S to jedna z cech adaptacyjnych wirusa. "Oprócz delecji mamy też zamianę aminokwasów w pozycji 614, gdzie D zastąpione zostało przez G (D614G), co oznacza, że kwas asparaginowy zastąpiony został przez glicynę. Większość szczepów krążących w Europie ma już taką mutację" - zauważył.

Dr Gierczyński powiedział też, że w białku S za potencjalnie najbardziej niebezpieczne uznaje się mutacje w obszarze wiążącym receptor (RBD), odgrywającym ważną rolę przy wnikaniu wirusa do komórki organizmu. "Cechą odróżniającą tzw. czeski wariant od duńskiego i angielskiego jest mutacja w RBD oznaczana N439K, oceniana przez naukowców jako dodatkowa próba oszukania naszego układu immunologicznego. Ale są gorsze mutacje" - zauważył.

Wskazał, że koronawirus niewątpliwie mutuje i to przekłada się czasem na przebieg zachorowań. "Widać to np. w wariancie angielskim oznaczanym jako +VOC 202012/01+, który charakteryzuje się wyższą zakaźnością. Wariant angielski oprócz wspomnianej delecji 69-70 w białku S i kilku innych mutacji, ma jeszcze mutację N501Y w RBD" - podkreślił.

Ekspert dodał, że wariant duński pochodzący od norek może być oporny na działanie przeciwciał ozdrowieńców. "Wariant angielski oprócz tego, że może też mieć taką właściwość, to jeszcze ma prawdopodobnie zwiększony potencjał zakaźny. Jest jeszcze wariant z RPA, który na razie jest rzadko spotykany w Europie. Ma on tą samą mutację w pozycji 501 białka S jak wariant angielski – i podobnie jak on - zdolność do szybkiego szerzenia się między ludźmi" - wyjaśnił.

Równocześnie ekspert stwierdził, że potrzeba czasu, by precyzyjnie scharakteryzować funkcje danej mutacji wirusa.

"To wychodzi nieco później, gdy pojawia się klaster (grupa - PAP) zachorowań wynikający z zakażenia tym samym wariantem wirusa. Wtedy można zobaczyć, czy wirus taki wykazuje się większą zakaźnością, czy sprawia większe problemy w terapii. Taka ocena jest możliwa, ale po jakimś czasie" – powiedział dr hab. Gierczyński.

Jak wytłumaczył, w badaniach laboratoryjnych można określić, jak dane białko wirusa, z określoną mutacją "dokuje się", czyli wiąże z receptorem ACE komórki.

Koronawirusy atakują komórki ludzkiego organizmu poprzez receptor ACE2 (enzym konwertującym angiotensynę 2, który znajduje się na powierzchni komórki. Wiąże się on z receptorem wirusa (RBD) zlokalizowanym w białku S (SPIKE) wirusa, które wystaje ponad powierzchnię wirusa.

Wirus w ten sposób "zakotwicza się", a następnie wnika do wnętrza komórki, gdzie w cytoplazmie, przy pomocy ludzkiego rybosomu, wytwarza potrzebne mu białka do replikacji kopiując własną nić RNA (genomowe RNA) oraz wytwarzając tzw. subgenomowe RNA, na bazie którego nasze rybosomy wytwarzają wszystkie potrzebne wirusowi białka. Wirus SARS-CoV-2 jest RNA wirusem, który nie potrzebuje DNA do replikacji. Produkuje swoje białka i replikuje swój genom wyłącznie na poziomie RNA.

Ekspert przypomniał, że genom wirusa SARS-CoV-2 nie jest długi - zwiera około 30 tys. par zasad. To jednak wystarcza, by w genomie wirusa wykryć kilka, kilkanaście mutacji punktowych (zmian nukleotydów).

"Ta informacja pozwala nam się zorientować nie tylko w mutacjach określonych białek, ale całego genomu. Pozwala bardzo precyzyjnie określić z jakiej linii genetycznej wywodzi się dany wariant, analizować tzw. epidemiologię molekularną tego wariantu" - powiedział.

Zauważył w tym kontekście, że takie kraje jak Dania czy Wielka Brytania są bardzo zaawansowane w zdobywaniu i ocenie danych molekularnych.

"Duńczycy mają wiedzę o sekwencji wirusa z ponad 10 proc. wszystkich przypadków COVID-19. To astronomiczna liczba. Wielka Brytania zbliża się też do 10 proc. Z danych ECDC wynika, że pod względem odsetka zsekwencjonowanych próbek z wynikiem dodatnim to niestety jesteśmy na ostatnim miejscu wśród krajów europejskich, które w ogóle zgłaszają nowe szczepy wirusa do bazy danych GISAID, ale jeśli zgłaszamy, to robimy to faktycznie bardzo szybko - w ciągu 30 dni" - przyznał.

Ekspert zapytany o to, czy szczepionki w takim samym stopniu będą skuteczne na różne mutacje wirusa odpowiedział, że tego jeszcze do końca nie wiadomo.

"Śledzić powinniśmy warianty krążące w populacji, zwracając szczególną uwagę na osoby, które przeszły ponowne zakażenie. Przyglądać się zachorowaniom w grupie osób zaszczepionych oraz tym z ognisk zakażeń, gdzie choroba szczególnie szybko się szerzy, ale także chorym, u których terapia okazała się mniej skuteczna niż u w przypadku innych osób" - powiedział.

Równocześnie zauważył, że w bazach danych pojawiają się "setki mutacji i większość z nich nie przekłada się na poważne zmiany właściwości wirusa, jakie interesują naukowców", bo nie wpływają one w większym stopniu na sam przebieg choroby i sytuację epidemiczną.

"Zasada jest taka, że my lepiej poznajemy wirusa, ale wirus też lepiej poznaje populację ludzką. Nie ma wątpliwości, że jest to nowy twór, który wszedł na +nowy kontynent+ i się adaptuje. Nie możemy wykluczyć, że będzie się zachowywał podobnie jak wirus grypy. Na obecnym etapie można się liczyć z takim ryzykiem" - powiedział.

Jak podkreślił nie wyjaśniono jeszcze, dlaczego niektórzy z nas przechodzą COVID-19 bardzo ciężko, a inni bezobjawowo.

"Stoi za tym prawdopodobnie zróżnicowanie naszej osobniczej podatności na atak tego wirusa. Dopóki nie poznamy molekularnych uwarunkowań tej podatności po stronie gospodarza, czyli człowieka, musimy zachować wielką ostrożność" – podkreślił.

Równocześnie stwierdził, że COVID-19 to nowa jednostka chorobowa i nie wszystkie informacje z podręczników można do niej zastosować.(PAP)


08:08

Niewielkie, pilotażowe badanie wskazuje, że wczesne podanie przeciwpasożytniczego leku, iwermektyny, może obniżyć ilość wirusa w organizmie i osłabić objawy u pacjentów z chorobą o przebiegu łagodnym. To z kolei może ograniczać zakażanie.

Zatrzymanie pandemii z pomocą szczepionek ma potrwać ok. 2 lat - przypominają naukowcy z Uniwersytetu Nawarry i ISGlobal (Barcelona Institute for Global Health) na łamach „EClinicalMedicin”.

M.in. dlatego wciąż intensywnie poszukiwane są leki, które pozwoliłyby poradzić sobie z koronawirusem. „Wiele wysiłków poświęconych jest poszukiwaniom terapii COVID-19, ale niewiele dotyczy ograniczania zakażeń” - zwraca uwagę jeden z autorów publikacji prof. Carlos Chaccour. Wrazem z zespołem sprawdził on, czy maksymalna zalecana w Europie dawka leku o nazwie iwermektyna wpłynie na ryzyko roznoszenia wirusa, jeśli środek ten poda się ciągu kilku dni o wystąpienia objawów.

Iwermektyna to substancja o działaniu przeciwpasożytniczym, która w badaniach na komórkach zmniejszała replikację SARS-CoV2, jednak potrzebna była do tego dawka znacznie przekraczająca stosowaną u pacjentów.

Wyniki te zgadzały się z badaniami (z udziałem ludzi), które jednak autorzy nowej pracy określili jako słabej jakości.

Dwudziestu czterem pacjentom z potwierdzoną infekcją SARS-CoV2 i łagodnymi objawami naukowcy podali tym razem jedną dawkę iwermektyny lub placebo w czasie 72 godzin po pojawieniu się symptomów. Po siedmiu dniach od rozpoczęcia leczenia wszyscy pacjenci z obu grup mieli pozytywne wyniki testów PCR. Jednak pojawiła się różnica w ilości wirusa. Po 4 dniach u leczonych iwermektyną było go 3 razy mniej, a po 7 dniach - 18 razy.

U poddanych terapii uczestników zmniejszyły się także niektóre objawy - o 50 proc. utrata węchu i smaku oraz o 30 proc. kaszel. Leczeni pacjenci mieli też mniej przeciwciał przeciw koronawirusowi, co może wynikać z mniejszej ilości wirusa.

Nie zmienił się natomiast czas trwania objawów ani liczba wskaźników stanów zapalnych. To sugeruje, że iwermektyna działa z pomocą mechanizmu, który nie obejmuje działania przeciwzapalnego.

Badacze podejrzewają, że lek może utrudniać wirusowi wnikanie do komórek, na co wskazywały wcześniejsze badania na zwierzętach (chomikach), prowadzone w Instytucie Pasteura.

„Nasze wyniki zgadzają się z rezultatami badań prowadzonych w Bangladeszu i Argentynie” - podkreśla prof. Chaccour

„Choć nasz projekt badawczy był niewielki i zbyt wcześnie jest, aby wyciągać wnioski, trendy dotyczące ilości wirusa, czasu trwania objawów i ilości przeciwciał są zachęcające i uzasadniają dalsze badania prowadzone na szerszą skalę w bardziej różnorodnej grupie pacjentów” - dodaje. 

Więcej informacji na stronie publikacji (DOI: 10.1016/j.eclinm.2020.100720) (PAP)

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in