Czwartek, 18 października
Juliusz, Łukasz, Julian, Bogumił, Hanna, Klementyna

Weteran stara się o... polskie obywatelstwo. Józef Kowalczyk odwiedził Mszanę Dolną

17.07.2018 14:59:16 PAN 7 9755

Wczoraj do mszańskiego magistratu przyjechał Józef Kowalczyk, urodzony w Lubomierzu 94-letni weteran walk o Monte Cassino, który po latach nieobecności wrócił niedawno do Polski. W urzędzie przywitał go gospodarz miasta, również Józef Kowalczyk, co więcej – także urodzony w Lubomierzu.

Nie trzeba było więc dużo czasu, by obaj znaleźli wspólny język i umówili się na spacer po rodzinnej miejscowości, już za kilka dni. Wizyta w urzędzie miasta miała jednak konkretny cel. W starych, pisanych jeszcze w łacinie księgach, dzięki zaangażowaniu urzędników udało się odnaleźć wpis będący podstawą do wydania aktu urodzenia Józefa Kowalczyka, który w chwili obecnej jest na terytorium Polski traktowany jak obcokrajowiec, a pobyt umożliwia mu wiza, która obowiązuje tylko przez 90 dni. Przypomnijmy, że wielokrotnie odznaczonego ułana z 3 Dywizji Strzelców Karpackich nawet Konsul Generalny w Sydney nie uznawał za obywatela RP. Wkrótce to wszystko może się zmienić, a uwieńczeniem starań będzie polski dowód osobisty.
Józef Kowalczyk obecnie mieszka na terenie powiatu nowotarskiego, w domu rodzinnym przyjaciela poznanego w polskim klubie w Australii, Mateusza Otrębiaka, dzięki któremu marzenie 94-latka o powrocie do kraju mogło się spełnić. Pan Józef cieszy się każdym dniem – towarzystwem życzliwych ludzi i widokiem polskich gór, za którymi przez lata bardzo tęsknił.
W rozmowie nie mogło zabraknąć opowiadań z młodzieńczych lat pana Józefa, niestety naznaczonych dramatem wojny. 94-latek z wielkim wzruszeniem opowiadał o swoich losach, w tym okresie walk toczonych w 12 Pułku Ułanów Podolskich.
- Po wojnie trafiłem do Anglii. Od razu chciałem wrócić do kraju, ale tam był już komunizm. Spotkałem Polaków, którzy uciekli do Wielkiej Brytanii. Powiedzieli mi: „Nie wracaj, w Polsce jest bardzo ciężko. Jest dyktatura komunistyczna i wszyscy byli żołnierze, który byli na froncie zachodnim, są aresztowani i wysyłani do Związku Radzieckiego”. To mnie przestraszyło więc zostałem w Angli. Ale tam też odnoszono się do nas bardzo źle. Polakom mówiono: „Wy, którzy zostaliście, zabieracie naszą robotę”. Zaraz po wojnie w Anglii były wybory, w których wygrała Partia Pracy, czyli laburzyści. Oni wymagali najwięcej, jak konserwatyści rządzili, to nie było tak źle - wspominał pan Józef, zaskakując wszystkich doskonałą pamięcią, gdyż wymienił m.in. nazwisko premiera Wielkiej Brytanii, Harolda Macmillana (w l. 1957 – 1963 – przyp. red.), którego to określił mianem „grabarza Imperium Brytyjskiego”.
- Do Australii przyjechałem w 1965 roku, zaraz pojachałem do Marayong - opowiadał pan Józef. - Tam wtedy nic nie było, tylko pastwisko i bardzo dużo baranów. Takich samych jak ja - żartował.
W Marayong, na przedmieściach Sydney, znajduje się nazywany urzędowo w języku angielskim Polish War Memorial Chapel, zbudowany w 1967 roku kościół – pomnik, który jest ośrodkiem kultu religijnego Polaków z całej Nowej Południowej Walii. W świątyni pod wezwaniem Matki Boskiej Czestochowskiej znajduje się kaplica-mauzoleum, gdzie umieszczone są urny zwierające ziemię z pól bitewnych i miejsc kazni Polaków w II Wojnie Światowej.
- Polacy tam przyjechali, wielu z Niemiec. Szybko zorganizowali tam piękny kościół. I ten kościół ma sześć wieżyczek, które symbolizują 6 milionów Polaków, którzy zginęli w czasie II wojny światowej - tu głos 94-latka załamuje się, a w oczach pojawiają się łzy. - To bardzo trudne - przyznał.
Mówił też o tym, że australijska Polonia doskonale odnalazła się w nowym miejscu. - Polacy mieli nawet swoje kluby sportowe, grali w piłkę nożną - wspominał.
Na koniec pan Józef dał namówić się burmistrzowi Mszany Dolnej na obiad – jako, że jest wegetarianinem, zasmakował w tradycyjnych polskich pierogach z jagodami.
udostępnij
Komentarze (0)
Komentarze
Nowe
Popularne
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in