Historia: Przy mogile dowódcy Dywizjonu 3017 nie gromadzą się tłumy | Sacz.in - sądecki portal informacyjny
limanowa.in
Środa, 24 maja, Joanna, Zuzanna, Maria, Milena, Zdenka
Rejestracja »

Wy tu piszecie

2016-11-20 08:28:06

Historia: Przy mogile dowódcy Dywizjonu 3017 nie gromadzą się tłumy

Historia: Przy mogile dowódcy Dywizjonu 3017 nie gromadzą się tłumy
Tylko nieliczni wiedzą, że w Nowym Sączu jest pochowany dowódca Dywizjonu 3017, uczestnik kampanii wrześniowej, bitwy o Anglię i lądowania w Normandii. Marian Chełmecki, skromny bohater II wojny światowej, bardziej jest znany na Zachodzie niż na Sądecczyźnie.

Uciekał ze Stefcią na plecach

Marian Chełmecki urodził się 2 sierpnia 1916 r. w Krakowie – Podgórzu. Dzieciństwo spędził już w Jaśle. Sąsiadka rodziny Chełmeckich, mieszkająca niegdyś w Jaśle - naprzeciwko przy tej samej ulicy , opowiadała jak to w latach dziecięcych zabawiała się wspólnie z młodziutkim Mańkiem. Wraz z chłopakami chadzała „na jumy”, czyli do cudzych sadów na jabłka, czereśnie czy inne owoce. Pewnego razu Maniek wziął małą Stefcię na taką wyprawę, na groszek cukrowy. Gdy zaskoczył ich nadchodzący gospodarz, dzieciarnia rozpierzchła się w ucieczce. Najmłodsza z całej grupy Stefcia potknęła się i upadła. Mały Maniek czując się odpowiedzialnym za dziewczynkę, był jedynym z całej grupy chłopców, który wrócił po Stefcię, wziął ją na plecy i razem uciekli.

Jak Maniek został pilotem

W Jaśle Marian był uczniem Szkoły Powszechnej im. Romualda Traugutta. Później Państwowego Gimnazjum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego i w tej też szkole, w 1935 roku złożył maturę.

Po trzymiesięcznym kursie unitarnym w Szkole Podchorążych Piechoty w Różanie n/Narwią, od stycznia 1936 r. pobierał nauki w Szkole Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie – w tzw. „Szkole Orląt”. Koszty wojskowego wykształcenia przejęło na siebie państwo. Rodziców nie było stać na wykształcenie najmłodszego syna na cywilnej uczelni uniwersyteckiej.

15 października 1938 r. został absolwentem XI promocji, tej samej, której uczestnikami byli słynni później piloci, asy polskiego lotnictwa myśliwskiego – Stanisław Skalski i Jan Zumbach. Jako podporucznik pilot myśliwski otrzymał od razu przydział do 2 pułku lotniczego w Krakowie. Służył w 123. i 122. Eskadrze Myśliwskiej. Latał na przestarzałych samolotach PZL P-11c i zyskał opinię zdolnego pilota i instruktora.

Przyszło mu strzec lotniska

1 maja 1939 r. skierowano go najpierw do Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa w Dęblinie na stanowisko instruktora wyższego pilotażu, a w sierpniu przeniesiono go do Wyższej Szkoły Pilotażu w Grudziądzu-Ułężu. Szkolił pilotów bułgarskich i polskich podoficerów ze Szkoły Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich w Krośnie. Tu zastał go wybuch wojny.

Wobec braku uzbrojonych samolotów myśliwskich, nie mógł latać. Wyznaczono go więc na stanowisko dowódcy obrony przeciwlotniczej rejonu lotniska i miasta, a nieco później przeniesiono do Dęblina. Tu, we wrześniu 1939 roku, służył i latał w naprędce zorganizowanym dywizjonie bojowym na samolotach PZL P-7.

Z numerem RAF: P76690

Po klęsce wrześniowej, 17 września 1939 r., wraz z grupą lotników z Dęblina przedostał się do Rumunii. Tu przebywał w dwóch obozach dla internowanych – Radauci i Radabag. W pierwszych dniach listopada 1939 r., po zaopatrzeniu w polskiej ambasadzie w fałszywe dokumenty, zbiegł i przedostał się wraz z innymi lotnikami do Francji. Przebywał tam w obozie przejściowym w Salon oraz w Polskiej Bazie Lotniczej w Lyon Bron. Zgłosił się do grupy pilotów, która jako pierwsza udała się na Wyspy Brytyjskie, a 24 stycznia 1940 r. przydzielono go do Polskiej Bazy Lotniczej w Eastchurch. Rozpoczął naukę języka angielskiego.

W połowie lipca 1940 r. otrzymał przydział do 15. EFTS w Carlise, po czym w sierpniu  przeszkolony został w 6. jednostce operacyjno-treningowej RAF (Operational Training Unit - OTU) na brytyjskich samolotach „Hurricane”. Po przeszkoleniu, 31 sierpnia 1940 r., otrzymał przydział służbowy do 56. Dywizjonu Myśliwskiego RAF (Royal Air Forces Fighter Command) w North Weald. Miał przydzielony nr RAF: P76690. 10 września 1940 roku przeniesiono go do 17. Dywizjonu Myśliwskiego w Debden. W tym dywizjonie, w składzie pilotów dywizjonów brytyjskich, był uczestnikiem walk o Wielką Brytanię. Od 1 do 31 października 1940 roku bronił wschodniego wybrzeża Anglii.

Dowódca Dywizjonu 317

Na początku 1941 roku, po wycofaniu z walk i reorganizacji dywizjonu, został przeniesiony na odpoczynek do szkoleniowego 55. OTU RAF na stanowisko instruktora pilotażu. Przez następne miesiące pracował w 55, 56 i 61 OTU. Szkolił pilotów myśliwskich różnej narodowości: polskich, angielskich i amerykańskich.

Od 5 listopada 1941 r. przydzielony został do polskiego 308. Dywizjonu Myśliwskiego „Krakowskiego” Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii. 13 czerwca 1942 r. przeniesiono go do 302. Dywizjonu „Poznańskiego”, w którym w 1943 roku dowodził eskadrą B.

W maju 1943 roku został oficerem operacyjnym 131. Polowego Portu Lotniczego (odrębna jednostka organizacyjna zabezpieczająca dywizjony: 302, 308, 317). W sierpniu 1944 r. awansował na stopień kapitana pilota i został przeniesiony na stanowisko dowódcy 317. Dywizjonu Myśliwskiego „Wileńskiego”, stacjonującego wówczas na lotnisku bazowym Plumetot niedaleko Caen w północnej Francji. Dywizjon był wyposażony już w nowoczesne myśliwce „Spitfire” Mk-IX.

Zestrzelił trzy niemieckie samoloty

Piloci Dywizjonu 317 wykonywali zadania bojowe dla wojsk lądowych walczących we Francji, Belgii (1 stycznia 1945 roku uczestniczył w wielkiej bitwie powietrznej nad Gandawą), Holandii i Niemczech. Bombardowali i ostrzeliwali z broni pokładowej cele tuż za linią frontu i na tyłach nieprzyjaciela, osłaniali wyprawy bombowe.

Awansował na stopień majora pilota, a 4 maja 1945 r. jego dywizjon dokonał ostatniego lotu bojowego polskiego lotnictwa w II wojnie światowej. Po zakończeniu wojny Dywizjon 317 bazował na niemieckim lotnisku koło Bremy.

Z dniem 16 maja 1945 r. mjr pilot Marian Chełmecki zakończył dowodzenie „317”. Został przeniesiony do Anglii i powrócił do dowództwa 131. Polskiego Skrzydła Myśliwskiego (nowa nazwa po reorganizacji). 9 listopada 1945 r. skierowano go do jednostki transportowej w Hamburgu. Zdemobilizowano go 8 sierpnia 1946 roku.

Marian Chełmecki wykonał w czasie wojny około 250 lotów bojowych. Miał na swym koncie 3 samodzielne zestrzelenia samolotów niemieckich (Junkers Ju 87, Messerschmidt Me 109, Focke Wulf FW 190) oraz połowę uszkodzonego. Jego samolot został wielokrotnie ostrzelany przez Niemców.

Powitano go uderzeniem w twarz

Po wojnie początkowo pozostał w Wielkiej Brytanii. W listopadzie 1948 roku powrócił z emigracji do PRL, mimo że na takich jak on emigrantów czekały więzienia i represje Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Były to ciemne lata stalinowskiego terroru i w tym właśnie roku aresztowaniami objęto lotników - emigrantów wracających z Anglii. Stawiano im zarzut szpiegostwa i poddawano torturom. Takie losy spotkały w 1948 roku m.in. asa – płk. Stanisława Skalskiego, który powrócił do Polski rok wcześniej.

Po wylądowaniu na polskim lotnisku Marian Chełmecki został powitany przez siepaczy z UBP uderzeniem w twarz. Niespodziewany i silny cios powalił go na ziemię.

Tak niegdyś w Polsce Ludowej witano i przyjmowano polskich bohaterów walczących na Zachodzie. Później wielokrotnie mawiał: „Wiedziałem już do kogo przyjechałem.” Ten przejaw niesprawiedliwości prześladował go cały czas. Nosił w sobie te zadrę do końca życia.

Dziurawy jak sito od odłamków

Wrócił do Polski schorowany. Jak sam mawiał – był od odłamków dziurawy jak sito. Wojna odcisnęła na nim swoje piętno. Osiedlił się w Zabrzu, ale często odwiedzał rodzinę w Nowym Sączu. Szykanowano go, zmuszony był do regularnego zgłaszania się w miejscowym UBP. Miał też kłopoty ze znalezieniem pracy. To też była forma represji ze strony władz - nie miano do niego zaufania.

Pracę otrzymał dzięki staraniom siostry Heleny w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji w Katowicach jako specjalista techniczny. Następnie przez wiele lat pracował w Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji w Zabrzu. Po kilkunastu latach pracy został kierownikiem sieci wodno-kanalizacyjnej. Pracował tam do 30 czerwca 1979 roku.

Spoczął w rodzinnym grobowcu w Sączu

Marian Chełmecki był żonaty z Janiną Juryś. Od 1979 roku, po przejściu na emeryturę żył w osamotnieniu. Był bezdzietny.

Pod koniec życia ciężko chorował. Miał chorobę nowotworową gardła, która niszczyła mu zdrowie. Nie mógł mówić – musiał posługiwać się specjalnym aparatem. Po lekach bardzo przytył. Ostatnie pięć miesięcy przebywał w szpitalu w Zabrzu.

Gdy zmarł 28 marca 1988 roku - miał 72 lata. Został pochowany skromnie, w spokoju – bez sztandarów i hucznej salwy karabinowej.

Spoczął w grobowców wspólnie ze swym rodzeństwem Władysławem Chełmeckim, Stanisławem Berry i Heleną Haliną Chełmecką – byłą więźniarką obozu koncentracyjnego Ravensbrück w Mecklemburgii, oraz z rodzicami Stanisławem i Anielą Chełmeckimi, a także z dziadkami z linii matki - Wincentym i Marią Szemlową z Kaperów.

Na nowosądeckim cmentarzu komunalnym, w kwaterze nr 15, w rodzinnym grobowcu położonym na uboczu ruchliwych alejek i z dala od gwaru przechodniów, spoczywają w spokoju szczątki skromnego człowieka. Człowieka, który był bardziej znanym na Zachodzie niż w Nowym Sączu. Człowieka, przed grobem którego nie gromadziły się nigdy tłumy.

 

Komentarze 1
robert1980
robert1980 2017-02-07 03:46:46
Komentarz otrzymał wiele negatywnych ocen i został ukryty. Kliknij jeśli chcesz go zobaczyc.
Ciekawy artykul,tyle ze na zdjeciu znajduje sie inny lotnik ,a mianowicie Gustaw Radwański.
plus
0
plus
0
Dodaj komentarz