Sobota, 06 czerwca
Norbert, Laurenty, Dominika, Bogumiła, Laura, Nora

Ratownicy bez granic mimo wszystko

06.08.2011 13:49:07 0 1370

Nowy Sącz. W Małopolskim Centrum Kultury „Sokół” od wczoraj można oglądać wystawę zdjęć „Ratownicy bez Granic”.

Kilkadziesiąt zgromadzonych na niej fotografii dokumentuje działalność Małopolskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej, która od chwili powołania w 2002 roku uczestniczyła w największych akcjach ratunkowych m.in. na terenie Turcji, Albanii, Iranu, czy Haiti. Wystawa potrwa do 28 sierpnia, a na wczorajszym wernisażu strażacy opowiadali o swojej pracy i doświadczeniach.

Po pierwsze, brak psów

Zastępca komendanta Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Sączu Paweł Motyka: Największym problemem, z jakim boryka się nasza jednostka, to brak specjalnie przeszkolonych psów. Po kilku ciężkich akcjach niektóre z nich zachorowały, co niestety uniemożliwiło im dalsze uczestnictwo w tego rodzaju operacjach. Obecnie jesteśmy na etapie odtwarzania „psiego zastępu”. Zakupiliśmy pięć szczeniaków, jednak zanim będą one mogły nieść pomoc, muszą przejść kilkuletni okres szkolenia. Jednocześnie, ta dosyć trudna decyzja o posiadaniu psa należy do ratownika i jego rodziny. Obowiązki wiążące się z jego wychowaniem spadają w całości na opiekuna, który odtąd tworzy z czworonogiem nieodzowny zespół.

Krzysztof Kociołek, PSP w Krakowie: Nie mniej istotnym problemem jest brak sprzętu. Ten, którym dysponujemy służy do szkoleń, jak również jest wykorzystywany podczas akcji ratunkowych. Dlatego w chwili wyjazdu jednostki tracimy po części możliwość przeprowadzenia kursów i ćwiczeń.

Szkolenia, szkolenia i… akcja

Paweł Motyka: Trzeba powiedzieć, że ratownicy wchodzący w skład takiej grupy są wielokrotnie szkoleni, również pod względem pomocy medycznej. Praktyka pokazywała, że czasami, kiedy nie było już szans na znalezienie żywych ludzi, właśnie taka pomoc była najbardziej potrzebna. Świadomość, że w każdej chwili może nadejść wezwanie sprawia, że ratownicy stale pozostają w gotowości. Uczestnicząc w szkoleniach odbywających się na terenie Nowego Sącza i Krakowa, dzielą się doświadczeniem, ale również pogłębiają własną wiedzę. Służy to również lepszemu poznaniu się członków grupy, dzięki czemu współpraca jest bardziej owocna, a ciężkie warunki i ogrom tragedii łatwiej jest znieść.

Rodzina przede wszystkim

Zygmunt Łatka, PSP w Nowym Sączu, członek MGPR: Uczestniczyłem w wielu akcjach, między innymi w Turcji, Iranie, oraz tej ostatniej, na Haiti. Najbardziej jednak w pamięci zapada ta pierwsza, kiedy ratownikowi jest bardzo ciężko odnaleźć się w nowej sytuacji. Tym ciężej, że przed takim wyjazdem na akcję, zawsze jest opór ze strony rodziny związany z obawą, ale później jest już tylko pomoc i duma bliskich. Ich wsparcie ma niezwykle istotne znaczenie, bo ogrom zniszczeń i tragedii wywiera duży wpływ na ludzką psychikę i przytłacza…

Sławomir Wojtas, PSP w Nowym Sączu, członek MGPR: Gdyby nie rodzina, na pewno inaczej przeżywałbym operacje, w których brałem udział. Bardzo duże wsparcie bliskich daje poczucie bezpieczeństwa, sprawia, że łatwiej powrócić do codzienności po takiej traumie oraz ogromie cierpienia, z jakim przychodzi nam się spotykać w trakcie akcji.

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in