Czwartek, 18 października
Juliusz, Łukasz, Julian, Bogumił, Hanna, Klementyna

Rodzina przez lata przeżywała koszmar. Jedna z córek walczy teraz o odebranie praw ojcu

05.05.2018 07:11:34 PAN 27 26716

W domu od zawsze była przemoc. Ojciec dużo pił, ale nie potrzebował alkoholu, żeby znęcać się nad rodziną – żoną i siedmiorgiem dzieci. W listopadzie trafił za kratki, bo nauczyciele zgłosili, że 19-letnia dziś Marzena ma siniaki i podbite oko.

Wyszedł na wolność po pół roku i wyrzucił córkę z domu. Teraz Marzena walczy w sądzie, by odebrać ojcu prawa rodzicielskie i zakazać mu zbliżania się do całej rodziny.
W wielodzietnej rodzinie mieszkającej w jednej z gmin Limanowszczyzny przemoc była od zawsze. Siedmioro dzieci po szkole musiało ciężko pracować w gospodarstwie, często były bite lub musiały przyglądać się, jak ojciec katuje matkę. Bywało, że kobieta, dziś 47-letnia, zgłaszała sprawę, ale później pod presją wycofywała zeznania.
Głośno i odważnie mówi o tym 19-letnia Marzena. Do tej pory, choć wielokrotnie była bita, milczała. Odkąd stała się pełnoletnia i może być niezależna, na jaw wychodzą kolejne epizody. Momentami drastyczne, jak wtedy gdy jej ojciec kopał bo brzuchu swoją ciężarną żonę, bo twierdził, że dziecko którego się spodziewa nie jest jego, lub gdy kobieta w panicznej ucieczce przed groźbą kolejnych ciosów od potężnej postury męża, zdecydowała się wyskoczyć przez balkon na pierwszym piętrze.
W listopadzie 2016 roku Marzena przyszła do szkoły z posiniaczona, z podbitym okiem. Nie uszło to uwagi nauczycieli, którzy zgłosili sprawę odpowiednim organom. Nastolatka zeznała, że pobił ją ojciec. Mężczyzna, 49-letni Jerzy W., został zatrzymany i trafił do aresztu. Tym razem jednak dziewczyna nie wycofała oskarżeń. W kwietniu ubiegłego roku usłyszał wyrok za znęcanie się psychiczne, dręczenie, groźby, ubliżanie córce oraz naruszanie jej nietykalności cielesnej. Skazano go na karę pół roku pozbawienia wolności.
Marzena mówi, że po wyjściu z więzienia ojciec wyrzucił ją z domu. Cały czas twierdził, że ledwie ją „tknął” i w rzeczywistości nie miał za co iść siedzieć. Ale ona, mimo trudnego dzieciństwa i obecnej skomplikowanej sytuacji, dobrze sobie radzi. Niedługo kończy szkołę, ma dużą szansę na pracę w wyuczonym zawodzie, wie już gdzie będzie mieszkać. W wolnych chwilach dorabiała w gastronomii, odłożyła pieniądze na kurs i zdała egzamin na prawo jazdy. Staje na nogi, wychodzi na prostą.
Wcześniej chce jednak pomóc rodzeństwu. Ma z nim kontakt i wie, że w domu nadal zdarzają się awantury. Dzieci wstydzą się jednak tego, jak wygląda sytuacja w domu, nie chcą o tym rozmawiać z pedagogami czy psychologami. Rodzice nie pracują, utrzymują się z zasiłków i świadczenia przysługującego im za niepełnoletnie jeszcze dzieci.
Dlatego 19-latka udała się po pomoc do prawnika i skierowała do sądu prywatny akt oskarżenia przeciw ojcu. Walczyła o odebranie praw rodzicielskich i zakaz zbliżania się do rodziny. Pierwsze starcie na sali rozpraw wygrała - ojciec nie mieszka już w domu i nie może zbliżać się do dzieci.
Ale przed Marzeną dalsza sądowa batalia. Historię Marzeny poznał Rzecznik Praw Dziecka. Marek Michalak przez ponad godzinę osobiście rozmawiał z 19-latką i zapowiedział interwencję w jej sprawie.
Do tematu będziemy powracać.
Imiona oraz inicjały zostały zmienione.
udostępnij
Komentarze (0)
Komentarze
Nowe
Popularne
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in