Czwartek, 20 września
Filipina, Eustachy, Euzebia, Faustyna, Renata

'Moja praca jest marginalizowana przez cwaniaków” (wywiad)

13.06.2018 19:10:44 PAN 35 11996

„Dziś czuję się oszukany. Ciężko pracowałem, tworząc struktury na naszym terenie. Teraz widzę, jak moja praca jest marginalizowana przez cwaniaków”. O kondycji lokalnych struktur Prawa i Sprawiedliwości opowiada Zbigniew Lachor, działacz Solidarności RI z Męciny.

Dziś 85-letni już Zbigniew Lachor był wieloletnim członkiem Rady Krajowej rolniczej Solidarności. Tworzył struktury związku w całym regionie, za co w 2006 roku w 25. rocznicę rejestracji Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych Solidarność, za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
PA: W przeszłości blisko współpracował pan z Lechem Kaczyńskim. Miało to miejsce jeszcze wtedy, gdy późniejszy prezydent zajmował stanowisko prezesa NIK. Jak pan wspomina ten okres?
Zbigniew Lachor: Owocnie, bo skutkowało to m.in. ujawnieniem nieprawidłowości przy jednej z inwestycji w gminie Limanowa. Generalnie była to dla mnie nauka. Dzięki jego wskazówkom zbudowałem na Limanowszczyźnie silną prawicę.
PA: Wiesław Janczyk ma problemy z wyborem na pełnomocnika okręgu, choć jest jedynym kandydatem; senator Kogut jest podejrzewany o korupcję; zarzuty usłyszał szef nowosądeckich struktur Leszek Langer, a z limanowskiego PiS-u wyrzuca się Jadwigę Sikoń za zarzuty stawiane w obecności Beaty Szydło. Prawo i Sprawiedliwość wygrywa wybory, ale w powiecie nie rządzi. Ma zaledwie stu członków na Limanowszczyźnie. Pan mówi o tworzeniu „silnej prawicy”. Czy dziś rzeczywiście taka jest?
ZL: Dziś czuję się oszukany. Wolałem tworzyć struktury, niż samemu startować – nie chciałem stanowisk, władzy i pieniędzy. Ciężko pracowałem, udało się nam przejęcie władzy w powiecie limanowskim i pięciu gminach. Solidarność RI była zapleczem PiS-u. Mieliśmy na Limanowszczyźnie 17 terenowych struktur. Proszę zapytać, ile jest ich teraz. Bo ja widzę, jak moja praca jest marginalizowana przez cwaniaków, którzy w 1998 roku podstępnie przejęli ugrupowania prawicowe w powiecie.
PA: Na czym miało polegać „cwaniactwo” tych, którzy przejęli Solidarność i PiS?
ZL: W Męcinie walczyliśmy z komuną na dobre od 1981 roku. Wtedy Wiesław Janczyk nie przejawiał zainteresowania prawą stroną polityczną, a Wojciech Włodarczyk przyjaźnił się z komunistami, którzy nas zwalczali. Obaj panowie przyszli do Solidarności RI dopiero w 1998 roku, gdy już wiedzieli na pewno, że poprzedni ustrój już nie wróci. Po namowach, dałem im wtedy miejsca na listach, dzięki czemu zostali radnymi w gminie Limanowa. Ale od razu okazało się, że interesuje ich tylko dojście do władzy. Próbowali obalić wójta, ale im nie wyszło, więc rzucili się na związek RI. Podstępnie przejęli te struktury i PiS w powiecie. Od tej pory eliminują wszystkich, którzy z wielkim trudem i zaangażowaniem je tworzyli. Zaczęli wprowadzać na listy wyborcze ludzi niekompetentnych, a młodzi i wykształceni nie byli przyjmowani, bo mogliby im zagrozić. To było osłabianie PiS, by w wyborach stanowiska zapewniali sobie Janczyk, Włodarczyk, Biedroń czy Jabłoński.
PA: To mocne słowa, ale pan od lat stara się mówić o nieprawidłowościach w lokalnych strukturach partii i o wewnętrznej, nieuczciwej walce pomiędzy politykami PiS, między innymi w czasie kampanii przed wyborami do parlamentu.
ZL: Zgadza się. Wie pan, gdy roznosiliśmy ulotki i plakaty, by polska wieś głosowała na PiS, gdy organizowaliśmy spotkania wyborcze, to byliśmy potrzebni. Dziś takich ludzi jak ja się marginalizuje. Ale już wtedy pojawiły się problemy. Wojciech Włodarczyk jako pełnomocnik nakazał nam, by wieszać tylko plakaty kandydata Wiesława Janczyka, natomiast zrywać plakaty Arkadiusza Mularczyka i Edwarda Ciągło. Chciano to kontrolować. Pełnomocnik chciał decydować, kogo możemy wspierać.
PA: To raczej nie służy wynikom całego ugrupowania?
ZL: Oczywiście, to działanie na szkodę. Uważam, że wraz z objęciem przez pana posła Wiesława Janczyka funkcji lidera PiS na Limanowszczyźnie nastąpiła pewna recesja, a ugrupowanie chyli się ku upadkowi i to pomimo tego, że mówimy o Małopolsce, czyli o regionie gdzie prawicowe poglądy są bardzo spopularyzowane. Dobitnym przykładem jest to, że obecnie w żadnej z okolicznych gmin ani w samym powiecie limanowskim władza nie należy do PiS.
PA: Jak należy to rozumieć? W jaki sposób to właśnie polityka posła Janczyka ma mieć na to wpływ, a nie inne czynniki?
ZL: Zaraz po przejęciu władzy, Wiesław Janczyk dokonał nieuzasadnionej rewizji członków, wyłączając z życia struktur PiS wielu wartościowych ludzi. Proszę pana, ja osobiście wręczyłem mu około 20 deklaracji członkowskich. Wie pan co się z nimi stało? Nie zostały rozpatrzone do dnia dzisiejszego. Wiesław Janczyk przetrzebił szeregi terenowej organizacji, pozbywając się wszystkich osób, które nie chciały okazywać mu ślepego posłuszeństwa.
PA: Dlaczego czołowy polityk PiS w regionie miałby działać na szkodę partii, dzięki której zaistniał w polityce? Przecież to nielogiczne.
ZL: Wiesław Janczyk nie wywodzi się z Prawa i Sprawiedliwości. Dawniej był prominentnym działaczem SKL (Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe – przyp. red.) z którego politycznie wywodzą się m.in. Jan Rokita czy Bronisław Komorowski. Do dziś łączą go bliskie relacje z Zygmuntem Berdychowskim (złożył rezygnację z członkostwa w PO, był m.in. radnym wojewódzkim Platformy Obywatelskiej).
PA: Nawet jeśli, to przecież dosyć naturalne. Mam na myśli to, że sytuacja gdy polityk przechodzi z jednej partii do drugiej, nie jest czymś nadzwyczajnym.
ZL: Ale gdy przychodzi do nowej partii, powinien starać się ją rozwijać, zgodzi się pan. To jest naturalne. Dlatego dziś nie mam już żadnych wątpliwości co do tego, że osłabianie lokalnych struktury partii to świadome działanie tych ludzi.
udostępnij
Komentarze (0)
Komentarze
Nowe
Popularne
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in