Poniedziałek, 19 listopada
Elżbieta, Seweryn, Seweryna, Salomea, Matylda, Maksym, Faustyna, Paweł

Przy podejrzeniach wobec konkurenta 'słuszna decyzja', przy zarzutach dla współpracownika - 'szykana'

08.01.2018 14:07:32 PAN 23 9047

W przypadku politycznego rywala, decyzja o zawieszeniu w prawach członka partii była „oczywista, standardowa i jedyna możliwa”, jednak gdy bliski współpracownik usłyszał zarzuty, odsunięcie go od obowiązków do czasu wyjaśnienia sprawy byłyby „szykaną”.

Szef struktur PiS na Sądecczyźnie Wiesław Janczyk mówi, że nie należy łączyć podejrzeń wobec senatora Stanisława Koguta z zarzutami, jakie usłyszał Leszek Langer - „prawa ręka” wiceministra.
Być może jeszcze w tym miesiącu do sądu trafi akt oskarżenia przeciwko Leszkowi Langerowi, szefowi miejskich struktur Prawa i Sprawiedliwości w Nowym Sączu. Przypomnijmy, że nowosądecki polityk PiS usłyszał zarzuty z art. 190a § 2 kodeksu karnego, który zakłada karę pozbawienia wolności do lat 3 dla tego, kto „podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej”.
- Postępowanie jest już w fazie „przeciwko”, czyli po przestawieniu zarzutów podejrzanemu. Sprawa miała się zakończyć w grudniu, ale z uwagi na konieczność dokonania dodatkowych czynności, nadal trwa. Oczywiście, mogą jeszcze zaistnieć nowe okoliczności, ale na chwilę obecną można założyć, że postępowanie zakończy się jeszcze w styczniu, skierowaniem do sądu aktu oskarżenia - powiedział nam Józef Palenik, prokutrator rejonowy w Nowym Targu.
W przypadku senatora Stanisława Koguta, zawieszenie w prawach członka Prawa i Sprawiedliwości było według Wiesława Janczyka – z tej samej partii, ale jednak konkurenta – decyzją „oczywistą, standardową i jedyną możliwą”. Inaczej wiceminister finansów widzi natomiast kwestię zarzutów, jakie usłyszał Leszek Langer – jak mówią sami działacze, jego prawa ręka. Dla niego w przypadku bliskiego współpracownika byłaby to „szykana”. W rozmowie z nami Wiesław Janczyk powiedział, że nie trzeba łączyć tych spraw, a proszony o komentarz, odesłał nas do swoich wypowiedzi podczas ostatniej konferencji prasowej.
Co powiedział wiceminister dziennikarzom w Nowym Sączu? Że sprawa Leszka Langera nie zasługuje na to, żeby jej pośwęcać „aż tyle uwagi publicznej”. - Jeżeli już, to w debacie, która musiałaby być bardzo rozległa. Ja o sprawie dowiedziałem się z mediów. Natomiast uważam że pan Langer zrobił rzecz bardzo dobrą, mianowicie wydał oświadczenie w tej sprawie. Dzięki temu opinia publiczna wie więcej na temat różnego rodzaju spekulacji i pomówień. O ile wiem, to odpowiednie organy zajmują się tą sprawą, wcale ona nie jest jeszcze w ich wydaniu zaawansowana, według mojej wiedzy jest na etapie bardzo wstępnym, ale nie będę tego rozszerzał. Odsyłam to zainteresowanych, bo w tej sprawie ja nie wiem kto będzie pokrzywdzonym. Nie chciałbym brać udziału w tym, że jedna ze stron będzie uzyskiwała przewagę - mówił wiceminister.
Informacje o zarzutach dla Langera, którą potwierdził rzecznik nowotarskiej policji, Wiesław Janczyk nazwał więc „spekulacjami i pomówieniami”. Dziennikarce, która na konferencji prasowej poruszyła temat, Janczyk najpierw zarzucił że „zadaje pytania jak prokurator”, a później pytał, czy ma „osobistą atencję do Leszka Langera”, bo zapytała czy do czasu wyjaśnienia sprawy polityk zostanie zawieszony w pełnionej funkcji szefa struktur PiS w Nowym Sączu. - Proszę mnie nie namawiać do stosowania szykany. Jeżeli będzie taka konieczność, to będziemy dywagować. Na dzisiaj w moim odczuciu sprawa jest na bardzo wstępnym etapie, niech określone organy wypowiedzą się, kto w niej może występować jako pokrzywdzony - powiedział.
Nie wiedzieć czemu, kwestię zarzutów dla Langera (z art. 190a § 2 kodeksu karnego, który zakłada karę pozbawienia wolności do lat 3 dla tego, kto „podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej”) wiceminister próbował połączyć z... anonimowością w sieci.
- Jest to zmartwienie ministra cyfryzacji, polega na tym że mamy dzisiaj ogromną przewagę osób które w internecie działają anonimowo i atakują osoby pełniące określone funkcje publiczne, społeczne. Największy problem polega na tym, że jest bardzo trudno udowodnić, kto w istocie za tym stoi. I tutaj, jeżeli mamy taką sytuację, że nikt nie ukrywa swojej tożsamości, to ta sytuacja jest znakomicie prostsza, łatwiejsza do rozstrzygnięcia przez odpowiednie organy, niż jakakolwiek inna sytuacja. To jest pozytywne w tej sprawie, tutaj o ile mi wiadomo nikt niczego nie ukrywa. Ale jeszcze raz powiem: niech przede wszystkim organy rozstrzygną, kto w tej sprawie powinien występować jako pokrzywdzony. Natomiast na to jest za wsześnie, by takie sądy wydawali politycy lub ludzie z otoczenia.
Zwracając się do dziennikarzy, Janczyk powiedział że podziwia ich za to, że pod swoimi matriałami podpisują się imieniem i nazwiskiem, podobnie jak on to czyni w swojej działalności politycznej. Stwierdził natomiast, że w sferze komunikacji publicznej najgroźniejsze jest ukrywanie się „w taki sposób, że przez lata albo wiele miesięcy, w sytuacji jeżeli ktoś jest pokrzywdzony, policja i odpowiednie służby mają kłopot z udowodnieniem tego kto kogo obraża”. - A często portale chowają się za tymi obraźliwymi komentarzami, uważając że nie mają obowiązku usuwania różnego rodzaju pomówień które są odrealnione od rzeczywistości - stwierdził wiceminister.
Według Wiesława Janczyka, minister cyfryzacji ma przed sobą „wielkie zadanie wyrównania szans”. - To jest tak, że jeżeli jeden klient odejdzie niezadowolony z biura czy instytucji, to on powoduje negatywne odczucie u stu innych osób, którym powie że został źle obsłużony. Podobnie jest z osobą pomówioną publicznie.
„Półżartem”, jak sam przyznał, Janczyk przypomniał o „aferze ogórkowej” w której w charakterze pomówionego wystąpił właśnie ogórek, który miał być rzekomo skażony bakterią. Takie informacje miały z kolei wpłynąć na to, że w regionie straty poniosło kilku producentów. - Ubolewam nad tym, że bardzo łatwo jest szykanować, pomawiać i niszczyć osoby w sferze publicznej, natomiast bardzo trudno jest przywracać im właściwy wizerunek - powiedział. - Proszę mnie w tą sprawę nie włączać, dlatego że nie czuję się odpowiedzialny za wszystko, co ktokolwiek jest w stanie wymyślić i napisać w internecie, siedząc w zaciszu swojego mieszkania, bo to jest horendalnie dużo tematów.
udostępnij
Komentarze (0)
Komentarze
Nowe
Popularne
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in