Środa, 15 kwietnia
Ludwina, Wacława, Anastazja, Teodor, Adolfina, Odetta

"Dziennik zarazy": ​Dzień czternasty (ostatni?)

01.04.2020 00:22:00 ms 3 4836

Zapraszamy do przeczytania kolejnego odcinka felietonu "Dziennik zarazy". Autorem jest nasz Czytelnik, który obecnie przebywa na domowej kwarantannie. Został nią objęty po powrocie z Ukrainy.

Dzień czternasty (ostatni?):
- będzie na poważnie, to znaczy o tyle o ile.

Przez dni czternaście (a właściwie piętnaście bo dzień dojazdowy był dniem zerowym) prowadziłem ni to blog, ni to pamiętnik.

Zacząłem to robić trochę dla tak zwanej beki, a trochę by w jakiś sposób samemu zrzucić z siebie otaczającą rzeczywistość. Można powiedzieć, że pisząc otrząsałem się z bombardujących mnie z wszystkich stron informacji niczym pies z wody.

Wtem zauważyłem, że ktoś to czyta i ktoś komentuje. Sądząc po reakcjach udało się - przynajmniej u niektórych z was - wywołać uśmiech. Może też, w co chciałbym wierzyć, pozwoliło komuś zracjonalizować swój strach i choć na sekund kilkanaście oderwać się od codzienności , a jak nawet nie, to i tak uśmiech w dzisiejszych czasach to rzecz cenna. 
Gdyby nie wasze reakcje, za które bardzo, bardzo dziękuję , to prawdopodobnie skończyłbym pukanie palcem po ekranie tabletu zaraz po drugim dniu, a tak czułem się w obowiązku kontynuować.

Kwarantanna się kończy więc wracam do swojej pracy ale z uwagi, że zaraza - niestety - trwa postaram się kontynuować dziennik tyle, że w formule: wpis dwa razy w tygodniu.

Jeszcze raz dziękuję czytającym, komentującym, przesyłającym wiadomości komunikatorami oraz dzwoniącym. Skoro Zenek może śpiewać, to i ja mogę pisać.

P. S.
- a z kronikarskiego obowiązku muszę dodać: 11.15 - byli, procedura jak zwykle. Nawet powiedziałem przez telefon policjantowi, że chyba się słyszymy/widzimy po raz ostatni w trakcie kwarantanny.
Moja sytuacja przypominała przez ostatnie dwa tygodnie historię Robinsona Cruzoe, tyle tylko, że Piętaszek (znaczy ten policjant) nie lądował na wyspie. Podpływał do brzegu na swoim czółnie, machał do rozbitka ręką i znikał gdzieś wśród fal, a no i kóz nie miałem na podorędziu. Za to Robek nie miał internetu więc jest chyba remis.

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in