11 osób w 'areszcie domowym'

10.09.2011 07:04:20 0 970

Już 24 skazanych otrzymało od sądeckiego Sądu Okręgowego zgodę na odbycie kary pozbawienia wolności we własnym domu. Dziś 11 z nich z nadajnikiem na nodze lub ręce chodzi do pracy, pracuje w polu, zajmuje się dziećmi i robi zakupy w Nowym Sączu, Nawojowej, Mszanie Dolnej, Jabłonce i innych miejscowościach w regionie.

Pierwszy wniosek o możliwość obycia kary w ramach dozoru elektronicznego wpłynął do sądeckiego Sądu Okręgowego w październiku ubiegłego roku. Niedługo potem zamiast trafić do więzienia, skazany otrzymał tak zwaną „obrożę”, czyli przypominający duży zegarek nadajnik, którą musi cały czas nosić na ręce lub nodze. Dzięki temu, organy ścigania wiedzą, czy w ściśle ustalonych godzinach, przebywa on w domu oraz czy nie próbuje złamać ustalonych przez sąd zasad jego „aresztu domowego”.

- Dana osoba może odbyć karę w warunkach domowych, tylko jeśli spełnia określone warunki. Nie może być skazana na więcej niż rok pozbawienia wolności, a osoby, które z nią mieszkają, muszą wyrazić na to zgodę. Konieczne są tez odpowiednie warunki techniczne – mówi Paweł Gnutek, wiceprezes Sądu Okręgowego i dodaje, że bywa też tak, że o „areszt domowy” ubiegają się więźniowie, którym zostało już niewiele do odsiadki, a którzy wystarczająco dobrze się sprawują. - Jednak, jako że niezbędna jest zgoda domowników, na taką możliwość nie mogą liczyć ci, których skazano za przemoc w rodzinie – tłumaczy.

Niestety, na terenach górzystych, gdzie nie dociera wystarczająco silny sygnał telefonii komórkowych, system się nie sprawdza. Wynika to technicznego rozwiązania dozoru. Otóż, w domu skazanego umieszczany jest nadajnik przypominający telefon, który odbiera sygnał z „obroży”. Jeśli skazany oddali się poza ustaloną porą, w oddziale firmy obsługującej system, włączy się alarm i informacja natychmiast trafi do kuratora sądowego i sądu. Niepokorny więzień będzie musiał liczyć się wtedy z tym, że resztę wyroku spędzi w więzieniu.

Jednak, gdy wszystkie te warunki są spełnione, sąd ustala ze skazanym dokładne warunki odbywania kary w ramach dozoru elektronicznego. Ustala się między innymi, w jakich godzinach skazany może opuścić dom, aby pracować, odebrać dzieci z przedszkola, czy pójść do kościoła albo do lekarza. Nie ma jednak mowy o przyjemnościach.

- Dozór to forma odbywania kary w warunkach domowych. Jeżeli ktoś się godzi na ten system, to musi zdawać sobie sprawę, że wiąże się on z określonymi dolegliwościami, a alternatywą są tylko mury więzienne – zaznacza wiceprezes Gnutek.

Jednak dla wielu te dolegliwości są stosunkowo niewielkie, gdy wziąć pod uwagę tę alternatywę. Są świadomi, że trafiając do więzienia, nie mogliby prowadzić gospodarstw, utrzymywać rodziny, zajmować się dziećmi i spać we własnym łóżku.

- Nie wyłączamy skazanego za drobne, przypadkowe przestępstwa z codziennego życia. Nie dochodzi też to jego demoralizacji, która może mieć miejsce w zakładzie karnym – tłumaczy Paweł Gnutek. – Ale jest tu też pewne ryzyko, bo nie wiemy, co skazany robi, gdy oddala się od domu. W tym czasie może pić alkohol, czy popełniać przestępstwa. Dlatego kuratorzy ściśle nadzorują wykonanie kary – dodaje.

Dozór elektroniczny wprowadzono w Polsce dokładnie dwa lata temu. Do marca tego roku objętych zostało nim niemal 1100 skazanych na terenie całego kraju, wśród których przypadki naruszenia orzeczonego dozoru zdarzały się sporadycznie.

Do stycznia 2012 roku możliwość korzystania z tej formy odbywania kary pozbawienia wolności mają mieć skazani na terenie całego kraju. Objąć ma on również pedofilów oraz pseudokibiców. Dozór elektroniczny ma być także stosowany jako środek zapobiegawczy, podobnie jak areszt tymczasowy.

Więcej informacji na temat dozoru elektronicznego dostępnych jest na przykład na stronie wrzesnia.sr.gov.pl.


Fot.: ms.gov.pl, sw.gov.pl

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in